poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Sernik z masłem orzechowym i "Marchewką, czy kijem?"

...Czyli jak zatrzymać motyle?


To akcja, która ma na celu wyłonienie sposobów blogerów na zatrzymanie przy sobie drugich połówek. Więcej o akcji pisałam tu. Zerknijcie i podajcie swoje sposoby- macie czas do niedzieli :)

W pierwszej chwili, jak ustaliłyśmy z Justyną i Gosią nazwę akcji pisnęłam z radochy. Takiej prawdziwej radochy! Sebastian pokiwał głową, wywrócił oczami i głośno westchnął...Dosadnie dał mi do zrozumienia, że za bardzo ekscytuje się ostatnio sprawami związanymi z blogiem- może ma racje?

Po kilku minutach zaczęłam rozmyślać, jaki jest sposób na mojego męża. Czy taki w ogóle istnieje? Czy umiejętnie go wykorzystuje? Hmmm, zacznijmy od początku....

Zieleniec, Styczeń 2008

Znajduje się na górze stoku. Mój pierwszy raz z nartami na nogach i pierwszy w życiu kac gigant.
Koleżanka Kasia szturcha mnie ochoczo, żebym zjechała, a ja obolała, przerażona i jednocześnie zrezygnowana siadam tyłkiem na mokrym śniegu. 

Biorę śnieg w rękawice, zbijam w kulę i rzucam przed siebie raczej od niechcenia. Kula trafia w przystojniaka...upssss! To był nasz początek.
Bardziej chyba przypomina to kij, niż marchewkę, prawda?

Od razu pędzę z wytłumaczeniem, że ww. kulki śnieżne na męża już nie działają. Z patelnią nie próbowałam, z wałkiem też nie! Nie musiałam i jestem pewna, że na dłuższą metę takie metody nie podziałają na nikogo.

W końcu jak można zatrzymać przy sobie kogoś grożąc cały czas palcem? Czy wtedy my sami bylibyśmy szczęśliwi?

U mojego męża sprawdzają się proste rzeczy. Wręcz banalne! 

Podaję przepis na zachowanie przy sobie mojego męża idealnego:
  • spora garść szczerości
  • szczypta humoru 
  • ochota do wspólnego sobotniego sprzątania
  • wieczorne tulanie
  • schabowy lub panierowana pierś z kurczaka z frytkami raz w tygodniu
  • jajka na twardo na każdej imprezie
  • obowiązkowo zmieniony głos żony z "dorosłego" na "milusiński" każdego wieczoru
  • 4ro- pak piwa co piątek w lodówce

Proste? No ba!
I najważniejsze, że się sprawdza!- Przynajmniej u mnie ;)

A raz na kilka dni dodatkowo próbuję "przekupić" męża odrobiną słodyczy. I tu zaczynają się schody...
Babki są suche, pierniczki twarde. Serniki zazwyczaj ciężkie, babka gotowana za wysoka, ciasteczka twarde.

Mąż tak samo, jak miłość do prostych dań mięsnych, pielęgnuje zauroczenie i chyba tradycję do "starych" i prostych ciast, np: biszkopt z kremem, galaretką i owocami, ciasto marchewkowe, jabłecznik, czy sernik "Babci Irenki". Jest też miejsce w Jego sercu na deser z mascarpone i malinami, ale na to będzie osobny wpis.

Jak widzicie moje sposoby są sprawdzone na TYM przykładzie. Nie wiem, jak zadziała na resztę. Jestem jedynie pewna, że KIJ możemy wsadzić w mrowisko i uciekać gdzie pieprz rośnie, a marchewkę pielęgnować i korzystać z jej dobroczynnych składników...

A teraz w kooońcu przepis na sernik z masłem orzechowym. Może nie jest dla mojego męża tak atrakcyjny i smakowity, jak schabowy ale to taka mała podpowiedź co na mnie podziała, gdyby ktoś się zastanawiał? :)


Składniki na małą okrągłą blaszkę
na spód:
  • 150g ciastek zbożowych (u mnie San)
  • 50g orzechów ziemnych, niesolonych
  • 100g masła
Ciastka blendujemy na mąkę i dodajemy do nich posiekany orzechy ziemne. Masło rozpuszczamy w rondelku i łączymy z ciastkami i orzeszkami.

Na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę i obłożoną dodatkowo z zewnątrz folią aluminiową wykładamy ciasto, dokładnie wyrównujemy i wkładamy do lodówki.

na masę serową:
  • 500g twarogu (użyłam prawdziwego twarogu Mlekovita bez dodatku śmietanki, zmielonego)
  • 5 łyżek masła orzechowego (użyłam własnej roboty solonego masła orzechowego)
  • 1/3 szklanki cukru
  • 4 jajka
  • 1/2 opakowania budyniu waniliowego
+ 50g orzechów ziemnych do przybrania
Żółtka jaj ucieramy z cukrem na gładką, puszystą masę i dodajemy do zmielonego twarogu. Następnie dokładamy masło orzechowe i proszek budyniowy.

Białka jaj ubijamy na sztywno ze szczyptą soli i wykładamy do masy serowej. Całość delikatnie mieszamy za pomocą łyżki.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, a na dno układamy naczynie z wrzącą wodą.

Wkładamy ciasto do piekarnika na 10min do temperatury 180 stopni. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 150 stopni, ciasto przykrywamy folią aluminiową i dalej pieczemy przez 60min.

Po godzinie, wyłączmy piekarnik, ściągamy folią z góry i pozostawiamy sernik do ostygnięcia przy uchylonych drzwiczkach.

Po całkowitym ostygnięciu sernik dekorujemy rozpuszczoną w kąpieli wodnej białą czekolada i posiekanymi orzechami ziemnymi.

Sernik chłodzimy w lodówce min. 2-3 godziny, jednak najlepszy jest po chłodzeniu przez całą noc.

 
No to jak jest z Waszymi kijami i marchewkami? Może na kogoś podziałałby mój sernik? :D

Ps. A tu nasze pierwsze wspólne zdjęcie :)


niedziela, 28 kwietnia 2013

Solone masło orzechowe

Podczas mojego dzieciństwa całkowicie niedostępny rarytas. W tamtych czasach o maśle orzechowym dowiedziałam się wyłącznie z telewizji w późnej podstawówce, jak pojawiła się telewizja kablowa. Wcześniej o nim nie słyszałam, nie widziałam i niestety nie próbowałam.


W serialach dla młodzieży zawsze podawane z bananem- nie wiem czemu, bo w tej wersji kompletnie mi nie smakuje...

Natomiast zamiast masła orzechowego było dostępne inne cudeńko, które wywoływało u mnie szybsze bicie serca i ślinotok- masło czekoladowo- orzechowe z wiewiórką! To było coś! Mój dziadek z pewnością skomentowałby, że owe masło "miało wszystkie masła pod sobą, a te najlepsze jeszcze też pod sobą". Takiego określenia u mnie w rodzinie przebić już nie było można...I ja się z tym całkiem zgadzam. To masło było wyjątkowe...

A teraz moje masło orzechowe w wersji słonej z odrobiną sezamu.

Składniki na słoik po dżemie:
  • 400g niesolonych orzeszków ziemnych (waga po obraniu)
  • 1/3 łyżeczki soli
  • łyżka oleju sezamowego*
  • łyżeczka nasion sezamu
* Można pominąć lub zastąpić oliwą, bądź większą ilością sezamu.

Ok. 50g orzeszków wrzucamy do blendera i rozdrabiamy na małe kawałki- nie na gładką pastę i odkładamy na bok.

Pozostałe orzeszki blendujemy na gładką masę z solą, olejem sezamowym i nasionami sezamu.

Na koniec do gładkiej pasty dorzucamy 50g drobno zblendowanych orzeszków i całość mieszamy.
Masło przekładamy do słoiczka i przechowujemy w lodówce. Ze względu na dużą ilość oleju ( z orzechów i sezamu), masło dość długo utrzymuje świeżość. Moim zdaniem spokojnie 3-4 tygodnie.


A już jutro moja odpowiedź na:


Ściskam Was tak mocno, jak Pan Paluch Panią Paluchową! :)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Pasta kanapkowa z kalafiora i zaproszenie do zabawy!

Mamy końcówkę kwietnia i zaraz na kalendarzu pojawią się pierwsze dni majowe. Dla większości nadchodzący okres kojarzy się zapewne z długim weekendem, pierwszym grillowaniem i wypadami za miasto. Mnie Maj kojarzy się inaczej.
Jak myślę o Maju od razu mam przed oczami dwa zakochane misie trzymające się za ręce. Nad nimi czerwone serducho i ścieżkę prowadzącą w stronę zachodzącego słońca... Taki kiedyś miałam obrazek w swoim kalendarzu na cały maj i teraz wiem, że coś w tym jest :)

W Maju zaczyna się robić ciepło i porzucamy nasze mieszkania, aby zaczerpnąć trochę powietrza. Zakochani wyrastają jak grzyby po deszczu spacerując i trzymając się za ręce, przesiadując na ławkach i przytulając się do siebie. Są też bardziej odważni, którzy dogłębnie sprawdzają stan migdałków partnerki/ partnera na ławeczce w mieście...

Czy tak błogi stan może trwać wiecznie? Co zrobić, aby druga połówka nie poszła w przeciwną stronę i nie odwróciła się od Nas?
Przyłączcie się do zabawy i napiszcie, jakie są Wasze sposoby na zatrzymanie miłości przy sobie.

Jeżeli posiadacie konto na Facebook'u, podaję link do utworzonego wydarzenia, gdzie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.

Poniżej kilka słów o zabawie dla tyhc, którzy konta na fb nie posiadają.

Zasady są proste:
1. Umieść post z Twoim typem, np: kulinarny hit, magicznne zaklęcie, tylko Wam znane sposoby zatrzymania drugiej połówki
2. Zamieść zdjęcie do akcji w swoim poście


3. Jeżeli posiadasz konto na facebook'u, to zamieść link do posta pod wydarzeniem. Jeżeli takiego konta nie posiadasz, link zamieść pod moim postem.
4. Czas na zamieszczenie swojego sposobu masz do niedzieli 28 kwietnia.

Po tym czasie razem z Justyną z bloga To Pestka! oraz z Gosią z bloga Delimamma zamieścimy podsumowanie akcji :)

Mój typ już wkrótce na blogu, a tymczasem polecam Wam nietypową pastę do kanapek z kalafiora!


Składniki na średniej wielkości słoiczek (jak na zdjęciu):
  • pół główki ugotowanego kalafiora (ok.400g)
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • garść suszonych pomidorów
  • 2 małe ząbki czosnku
  • sól, pieprz i kurkuma do smaku

Ugotowany kalafior razem z jajkami na twardo blendujemy na dość gładką masę. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i posiekane suszone pomidory. Całość doprawiamy do smaku solą, pieprzem i kurkumą.

               

Pastę przechowujemy w lodówce max. 3-4 dni. - Uwaga zapach po otwarciu słoika jest dość intensywny, ale smak wynagradza wszystko ;)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Krem z dyni z mlekiem kokosowym

Hop, hop! Wiosenko, gdzie jesteś?
Nie wiem jak u Was, ale u mnie lato. Lato na całego!

Czekam na weekend i odpalam swój rower. Później podkładam poduszkę pod 4 litery i śmigam przed siebie! 

Obowiązkowo pierwszym punktem do zaliczenia na rowerze będzie rynek i zakup świeżych warzyw. Dawno już nie jeździłam z pełnym koszykiem...

A odnośnie samego roweru. Pamiętacie swój "pierwszy raz" na rowerze? Moja pierwsza bryka to czerwony SMYK, który ktoś bezczelnie mi ukradł, jak miałam jakieś 6-7 lat z półpiętra.

Pamiętam kij doczepiony do tyłu roweru i tatę biegającego za mną, który pilnował, abym trzymała pion.

Któregoś razu jechałam z wiatrem we włosach krzycząc ile sił w płucach, aby w końcu mnie puścił. Jak przejechałam jakieś 100 metrów i zorientowałam się, że tata już dawno mnie nie trzyma wywinęłam orła...Następnym razem, jak mnie puścił pognałam już przed siebie dumna, że mi się udało!

Pamiętam też jazdę na bagażniku z moim bratem oraz błaganie mojego pierwszego "chłopaka" (lat 8), aby dał mi się KARNĄĆ na swoim BMXie. Chłopak głupi nie był i wiedział, jak wykorzystać okazję- w zamian zażądał buziaka, a ja uległam...;)

Macie jakieś ciekawe historie związane z rowerem? Podzielcie się nimi koniecznie!

A teraz zapraszam na pyszną, kremową zupę z dyni.
 Na świeżą dynię musimy jeszcze trooooochę poczekać, ale mrożona również się nadaje.


Składniki na porcje dla 2-3 osób:
  • 400g pokrojonej w kostkę dyni (u mnie mrożona)
  • 3 kostki domowego bulionu warzywnego 
  • puszka mleka kokosowego
  • 0,5 łyżeczki soli
  • szczypta świeżo zmielonego pieprzu
  • 0,5 łyżeczki imbiru w proszku do smaku
  • kilka gałązek/ łodyżek (???) świeżej kolendry
  • pestki dyni
Kostki mrożonego bulionu warzywnego, lub 1/3 szklanki świeżego bulionu wlewamy do garnka. Po podgrzaniu dorzucamy dynię pokrojoną w kostkę i gotujemy do miękkości. Dolewamy mleko kokosowe i jeszcze chwilę gotujemy.

Garnek ściągamy z ognia i studzimy przez chwilę. Całość blendujemy na gładki krem razem z kolendrą. Na koniec doprawiamy do smaku solą, pieprzem i imbirem.

Dekorujemy pestkami dyni uprażonymi na patelni.


Smacznego!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Soundtrack blogerów

Czy Wam też muzyka przypomina o fajnych, bądź tych gorszych chwilach w życiu? Nie wiem co jest w tym takiego magicznego i dlaczego akurat piosenki wpływają na moje wspomnienia. O dziwo, jak na blogera kulinarnego nie są to smaki. Wyjątek stanowi kilka potraw, jak blok czekoladowy, sernik babci Irenki, czy racuchy z jabłkami, które po prostu kojarzą mi się z dzieciństwem. Mimo to, różne utwory zasłyszane w ciągu mojego życia- czasem choćby raz przywołują na myśl pierwszego chłopaka, okres buntu, wycieczkę w liceum do Jeleniej Góry, czy mojego męża. I tych impulsów muzycznych jest zdecydowanie więcej, niż smakowych! Uwielbiam je!

Daniel- jak sam o sobie pisze: "Elokwentny, zabawny, inteligentny i przede wszystkim skromny" rozpoczął inicjatywę na swoim blogu, która ma na celu zebranie w jedno miejsce utworów polskiej blogosfery. Zadanie wydaje się banalnie proste.-  Należy wybrać utwór, który jest Ci bliski, z którym się identyfikujesz, lub po prostu, który robi na Tobie ogromne wrażenie.


I tu zazwyczaj pojawiają się schody. Nie powiem, aby mój wybór przyszedł z łatwością. Też się zastanawiałam, czy wybrać coś ulubionego wykonawcy, czy piosenkę, przy której nie mogę się powstrzymać od udawania, że umiem tańczyć.

W końcu zdecydowałam, że pokażę utwór, który w 100% przedstawia, na jakim etapie w życiu się znalazłam i jak się z tym czuję...:) 

Tam, ta ra daaaaam! 
Panie i Panowie, przed Wami Nina Simone!


Nie jest to utwór, który był i zawsze będzie MÓJ, ale zdecydowanie teraz nim jest i jego tytuł idealnie określa moje ogólne kilkuletnie samopoczucie :)

A teraz przyznajcie- jaka piosenka na Was robi zrobiła ogromne wrażenie? Dalibyście radę wybrać TEN JEDEN, JEDYNY utwór? Ciekawa jestem Waszych typów!

Ściskam i zostawiam Was z Niną...Ach, co za głos!





poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Tort Pina Colada

Wiosna, wiosna, wiosna ach to...JA! Jakie to samolubnie, prawda? To nic- dziś mi wolno. Mam urodziny i pozwalam sobie na przypominanie o tym wszystkim w koło. Uwielbiam ten dzień za wszystkie wspaniałe życzenia. Wszystkie są wyjątkowe i dla mnie bardzo ważne. Czy urodziny można obchodzić kilka razy w roku???

Odnośnie wiosny- dziś w Bełchatowie pięknie świeciło słońce. Wiosna przyszła na całego! Nawet ona zrobiła mi niespodziewajke! :D

A teraz tort, który podpatrzyłam u Choco Freak. Kilka postów wcześniej zobaczyłam jeszcze tort czekoladowo- miętowy, który obowiązkowo też się u mnie pojawi!
Pina Colada widziałam też na Kwestii Smaku i u Bistro Mamy. Wszystkie wersje są imponujące i łączy je jedno- wyglądają baaaaaardzo apetycznie.


Mój zawiera pół butelki likieru kokosowego...i od razu dodam, że w ogóle go nie czuć. Sprawdziłam po zjedzeniu kawałeczka, że likier zawiera tylko 18% alkoholu no i wszystko stało się jasne ;) 

Składniki na biszkopt (tortownica o średnicy 24cm):
  • 6 dużych jaj
  • 12 łyżek mąki pszennej
  • 12 łyżek cukru
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, a tortownicę wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą.

Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywno. Dodajemy cukier i dalej ubijamy, aż masa będzie się błyszczeć. Następnie po jednej łyżce dodajemy mąkę i dalej mieszamy, ale już na mniejszych obrotach.

Biszkopt pieczemy ok.35 min do tzw. suchego patyczka. Studzimy przy uchylonych drzwiczkach piekarnika.

Składniki ma mus ananasowy:
  • 800g ananasa (u mnie z puszki- waga po odsączeniu)
  • sok z połowy cytryny
  • 1/4 szklanki wody
  • łyżeczka żelatyny
Ananas blendujemy na gładką  masę z sokiem z połowy cytryny. Sok z puszki pozostawiamy do nasączenia biszkoptu. 

Łyżeczkę żelatyny rozpuszczamy w 1/4 szklanki gorącej wody i łączymy z ananasem. Odstawiamy do lodówki do ostygnięcia.

Składniki na krem kokosowy:
  • 700ml śmietany 36%
  • opakowanie sera mascarpone
  • 150g wiórków kokosowych
  • 100g cukru kokosowego (można użyć białego, ale chciałam wykorzystać swój "stary" zakup :) )
  • 2 kieliszki likieru kokosowego
Schłodzoną śmietanę ubijamy na sztywno. Jak masa będzie już dość gęsta dodajemy cukier i likier kokosowy. Dalej ubijamy. Na koniec dodajemy wiórki kokosowe i mieszamy.

Do nasączenia:
  • sok z ananasów (z puszki)
  • szklanka likieru kokosowego
Do dekoracji:
 
Biszkopt kroimy na 3 równe blaty. 

Na paterze układamy pierwszy krążek biszkoptu i nasączamy 1/3 roztworu soku ananasowego i likieru.

Następnie za pomocą szprycy robimy rancik na obrzeżach ciasta z kremu kokosowego. Do środka nakładamy 1/2 musu ananasowego. Na mus nakładamy krem kokosowy.

Układamy kolejny blat biszkoptu i powtarzamy czynności.

Na 3 blat nakładamy pozostałą część kremu kokosowego, posypujemy wiórkami i dekorujemy kilkoma truflami.

Tort wkładamy do lodówki i chłodzimy 2-3 godziny.

sobota, 13 kwietnia 2013

Trufle z białą czekoladą i kokosem

Naoglądałam się, naśliniłam i w końcu zrobiłam. Widziałam je w różnych wersjach na większości blogów, które obserwuje. Ostatnio jeszcze "dobiła" mnie Delimamma swoimi pięknościami i wyjścia nie miałam...
Kilka do pochłonięcia od razu, a część do dekoracji tortu na specjalną okazję! Ale o tym w kolejnym poście :)


A teraz uciekam kolejny raz obejrzeć "Intouchables"- PIĘKNY film! Wam polecam to samo: zarówno trufle, jak i Nietykalnych- pasują do siebie idealnie :)

Składniki na ok. 25 niewielkich sztuk:
  • tabliczka białej czekolady
  • 150g wiórek kokosowych +50g do obtoczenia
  • 2 łyżki mascarpone
  • 2 łyżki mleka w proszku pełnotłustego
Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i lekko przestudzamy. Dodajemy wiórki kokosowe i mleko w proszku. Na koniec dodajemy mascarpone i całość dokładnie mieszamy. Jeżeli masa będzie rzadka, dodajecie więcej mleka w proszku lub wiórek.

Masę odstawiamy do lodówki na ok. 20 min. Po tym czasie formujemy dłońmi dowolnej wielkości trufelki i obtaczamy w pozostałych wiórkach.


Odstawiamy ponownie do lodówki ( na ok. 3h) i odliczamy czas do godziny zero! :)


środa, 10 kwietnia 2013

Orzechowe ciasteczka owsiane i "Gotowanie na ekranie"

Nie, nie będzie filmików z krzątaniem się po kuchni. Nie będzie uśmiechów do kamery, z gracją wybijania jajek i artystycznego wysypywania mąki. Niestety podczas gotowania w mojej kuchni panuje niekontrolowany bałagan, gdzie zawsze ubrudzę o jedno naczynie za dużo, mąka wyląduje na podłodze, a surowe białko zawsze skapnie na blat...

Pisząc "Gotowanie na ekranie" miałam przed oczami siebie w wieku 5-7 lat klęcząca na taborecie przy zlewie z rękoma upaćkanymi od przeróżnych składników.
Pamiętam, jak zaczynałam swoje "show" taplając ręce w brudnych naczyniach, nalewając płynu do mycia naczyń, dodając sól, przysypując mąką i na koniec doprawiając całość pieprzem...Tak właśnie pamiętam swoje początki w kuchni :) Aaaa, no i oczywiście zaczynałam od przywitania się z moimi "widzami", którzy znajdywali się po drugiej stronie ekranu (czyt. ściana, na której była zawieszona suszarka), wypowiadając: "Witamy w programie gotowanie na ekranie".

Dziś już nie wypowiadam tego zdania. Zastąpiłam je nowym i za każdym razem śmieję się z siebie, a Sebastian wtóruje mi za plecami :)
Podczas przygotowywania tych ciasteczek również gadałam do siebie, rozpoczynając monolog od:

PROSZĘ PAŃSTWA OTO MIŚ!

I uwierzcie- nie mam pojęcia skąd to wzięłam, ale wlazło mi w głowę i wyjść nie może :)
Później się rozkręcam i gadam o czym popadnie. Pewnie niektórzy stwierdzą, że jestem chora. Ja jednak uważam, że to jak najbardziej normalne pogadać sobie z kimś o tych samych zainteresowaniach...!

Jeżeli dotrwaliście do tego miejsca to znaczy, że jednak nie nudzę lub po prostu jesteście cierpliwi i uparci! Teraz kolej na orzechowe ciasteczka owsiane- banalnie proste i szybkie w przygotowaniu :)


Składniki na 3 blaszki średniej wielkości ciastek:
  • szklanka płatków owsianych
  • niepełna szklanka cukru
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • niepełna szklanka posiekanych orzeszków ziemnych (niesolonych)
  • łyżeczka sody
  • 250g masła
Wszystkie składniki ze sobą łączymy i zagniatamy dokładnie ciasto na jednolitą masę. Ciasto zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 20min. 

Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni, a blachę wykładamy papierem do pieczenia.

Po schłodzeniu ciasta odrywamy kawałki, formujemy kulki i spłaszczamy układając na blasze. Można też delikatnie podsypać ciasto mąką, rozwałkować na stolnicy i wykrawać ciastka foremkami.

Ciastka układamy na blasze pozostawiając niewielkie odległości, ponieważ podczas pieczenia lekko zwiększą wielkość.

Pieczemy ok.12-15min do zrumienienia. Wyciągamy z blaszki po przestygnięciu- inaczej połamią się podczas podnoszenia papieru do pieczenia.


A teraz przyznajcie się- kto z Was jeszcze do siebie gada? :) I nie chodzi mi o pomrukiwanie, nucenie piosenek, czy drobne przekleństwa podczas poparzenia, czy zacięcia. Mówię o głośnym i wyraźnym gadaniu!

Ściskam, Ania

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Pasztet z grzybami i DZIEŃ SYMPATYCZNOŚCI

Jestem za i podpisuję się pod tym rękoma i nogami! Deli  oprócz zaserwowania piekielnie fotogenicznych małych słodkości zaproponowała, aby 8 kwietnia nazwać 
"Dniem Sympatyczności"
 
Każdy dzień jest dobry, ale w końcu trzeba się zdecydować na jedną "oficjalną" datę...No i mamy dzień, kiedy warto powiedzieć "Dzień Dobry" nieznajomemu/nieznajomej na ulicy, uśmiechnąć się do Pani ze sklepu, wymiziać domowego zwierzaka i choć jeden dzień w roku nie kłócić się z drugą połówką.

W tym roku niestety nie zdążyłam wcześniej o tym wspomnieć, ale w przyszłym roku z tej okazji będzie coś wspaniałego na blogu...Muszę tylko wykombinować co :)

A teraz pasztet vel paszczet, który dobry jest na każdą okazję i na każdy dzień. Do zdjęcia pozuje zaginiony kurak. Po moim przyjeździe z Gdańska wszystkie zniknęły w czeluściach pudełek...


Składniki na większą keksówkę:
  • 2 spore piersi z kurczaka
  • 250g boczku parzonego
  • 250g łopatki wieprzowej 
  • 150g karkówki
  • 150g wątróbki drobiowej
  • czerstwa bułka
  • szklanka mleka
  • 2 jajka
  • 2 garście suszonych grzybów
  • 2 ząbki czosnku
  • pieprz i sól do smaku 
Grzyby zalewamy wrzątkiem i odstawiamy, aby zmiękły.  

Bułkę zalewamy mlekiem i również odstawiamy, aby zmiękła.

Piersi z kurczaka, karkówkę i łopatkę wieprzową gotujemy do miękkości. 

Boczek kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni. Na tłuszczu wytopionym z boczku podsmażamy sparzoną wątróbkę.

Ostudzone mięso drobno mielimy razem z namoczonymi i odsączonymi z wody grzybami. Dodajemy jajka, namoczoną bułkę, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz pieprz i sól do smaku.

Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy mięso i pieczemy w piekarniku nastawionym na 150 stopni przez ok. 60min, aż wierzch się ładnie przyrumieni.


Gotowe!    
Pozdrawiam sympatycznie, uśmiecham i ściskam Was wirtualnie!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Pierogi z mięsem (post pisany rano)

Przygotowuję się do drogi i za chwilę wyruszam do rodzinnego Trójmiasta. Cieszę się, bo w końcu zobaczę babcię i dziadka, koleżankę i jej małego brzdąca, którego z chęcią bym ukradła. No i morze- je też zobaczę!

Niestety jadę sama, bo to wyjazd służbowy, więc całą drogę nie będę miała do kogo buzi otworzyć. Są też plusy samotnej jazdy- przynajmniej w moim przypadku. Podczas jazdy z mężem unikamy (a raczej on unika) słuchania radio, bo je "umiejętnie zagłuszam"! Dlatego tym razem będę mogła drzeć się do bólu gardła i śpiewać ile moje gardło i płuca dają radę!

Znacie film "Dziewczyna moich koszmarów" i scenę, kiedy świeżo upieczona małżonka śpiewa w samochodzie?- Wypisz, wymaluj Ania podczas jazdy samochodem :D


A teraz czas na pierogi!


Składniki na ok. 14 sztuk
ciasto:
  • 2 szklanki mąki
  • ok. pół szklanki ciepłej wody
  • jajko
  • szczypta soli
farsz:
  • marchewka
  • średnia cebula
  • sól i pieprz do smaku
  • pół łyżeczki curry
  • 20dkg szynki wieprzowej
Mięso razem z marchewką gotujemy do miękkości, studzimy i mielimy. Dodajemy pokrojoną w kosteczkę cebulę zeszkloną na oliwie. Przyprawiamy całość solą, pieprzem i curry.

Nastawiamy garnek z wodą i szczyptą soli. Na garnek nakładamy miskę do góry dnem, aby się nagrzała od środka. Później tą miską

Na stolnicy wysypujemy mąkę i szczyptę soli. Robimy dołek po środku i wbijamy jajko. Delikatnie zagniatamy ciasto dodając powoli ciepłej wody. Jeżeli ciasto będzie się kleiło, to podsypujemy odrobiną mąki.

Na  wyrobione ciasto nakładamy nagrzaną miskę, aby ciasto odpoczęło. Dzięki nagrzanej misce ciasto będzie łatwo się wałkowało. Pozostawiamy dosłownie na 2-3 minuty.

Stolnicę podsypujemy mąką i rozwałkowujemy ciasto. Szklanką wykrawamy kółka, nakładamy łyżeczką farsz i dokładnie zlepiamy pierogi. 

Wrzucamy na wrzącą wodę i gotujemy do wypłynięcia pierogów.

Na patelni rozpuszczamy łyżkę smalcu ze skwarkami i polewami nim pierogi.


Tym razem znowu ważymy się leżąc na podłodze...
Pozdrawiam z Gdańska!

wtorek, 2 kwietnia 2013

Smalec, smalczyk, smalczyczek!

Znienawidzony w dzieciństwie za wygląd, smak, zapach. Chyba po prostu za samo istnienie! Teraz tolerowany, nawet i lubiany, ale do miłości jeszcze trochę mu brakuje :)

Zdecydowany ulubieniec większości mężczyzn, i 1 z 10 największych wrogów dla tych, co liczą te małe paskudztwa- kalorie.


Może nie jest to idealny przepis na menu poświąteczne, ale zaręczam, że przechowywany w słoiku w lodówce może postać nawet kilka tygodni.

U mnie w wersji "radioaktywnej"- bo z curry, która spowodowała, że smalec jest żółty, choć na zdjęciach tego tak nie widać. Dodatkowo dodałam jabłko wg. zaleceń teścia :)

Składniki na średniej wielkości słoik (jak na zdjęciu):
  • 250g słoniny
  • 200g surowego boczku
  • kwaśne jabłko
  • 2 szczypty majeranku
  • szczypta curry
Słoninę i boczek myjemy i osuszamy ręcznikiem papierowym. Całość kroimy w drobną kostkę i topimy na średnim ogniu co jakiś czas mieszając.- u mnie zajęło to ok. 40min. 

Jak już prawie cała słonina się wytopiła, a skwarki z boczku się przyrumieniły, dodajemy obrane i pokrojone w kostkę jabłko. Całość nadal trzymając na ogniu mieszamy do chwili zmiękczenia jabłek. Pod koniec dodajemy majeranek i curry i ściągamy z ognia.

Przelewamy do słoiczka i studzimy.

                    

Smalec przechowujemy szczelnie zamknięty w lodówce. Podajemy z pysznym chlebem i ogórkami-kwasiorami :) Kalorii nie liczymy!
Ważymy się leżąc na podłodze...


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Sernik na kakaowym spodzie z kruszonką

Nie wiem czemu, ale nie mam ciasta, które jednoznacznie kojarzyłoby mi się ze Świętami Wielkanocnymi.
Inaczej jest z Bożym Narodzeniem, gdzie obowiązkowe są serniki, sero-maki, czy drożdżowe makowce.

Sernik na kakaowym spodzie z kruszonką kojarzy mi się z babcią Irenką. To sernik, który obowiązkowo gościł u niej i dziadka w Wigilię.
Pamiętam, jak wszyscy zbieraliśmy się u dziadków, lepiliśmy pierogi tuz przed kolacją i dokładaliśmy bombek na choince. Wypatrywałam też z bratem i kuzynostwem pierwszej gwiazdki na niebie z nosem przyklejonym do zmrożonej szyby.

Teraz powinniście wszystko zrozumieć. Mimo, że sernik kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia, to z tegoroczną aurą za oknem współgrał idealnie!


Składniki na większą blaszkę prostokątną
Na ciasto:
  • 30dkg tłuszczu (miękkiej margaryny)
  • 3 żółtka (białek nie wyrzucamy)
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 1 szklanka cukru
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3dkg (2 czubate łyżki) kakao
Wszystkie składniki dokładnie zagnieść na jednolite ciasto. Uformować kulę, podzielić na 2 części.
Jedną częścią wylepić blachę wyłożoną wcześniej papierem do pieczenia.

Pozostałe ciasto zawinąć w folię spożywczą i wstawić do zamrażalnika.

Na masę serową:
  • 1 kg twarogu ( u mnie pełnotłustego w kostce)
  • 1 szklanka cukru
  • 4 żółtka (białek nie wyrzucamy)
  • 15dkg tłuszczu
  • 1 łyżka budyniu
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Żółtka ucieramy z cukrem. Dodajemy zmielony twaróg, miękki tłuszcz, budyń i proszek do pieczenia.
Białka ubijamy na sztywną pianę i delikatnie za pomocą łyżki łączymy z masą serową.

Babcia do masy serowej dodaje jeszcze aromat i rodzynki- ja oba składniki pominęłam, ale na ser wyłożyłam rozmrożone i odsączone wiśnie. Dodatkowo całość obsypałam krokantem migdałowym- palce lizać!

Masę serową wylewamy na blaszkę z wyłożonym spodem kakaowym. Na wierzch ścieramy na grubych oczkach tarki pozostałą część ciasta, która chłodziła się w zamrażalce.

Sernik pieczemy ok.1h w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

Podajemy porządnie schłodzony.


W tym roku Święta Wielkanocne były wyjątkowe! Wczoraj po dość obfitym obżarstwie w kilka osób wybraliśmy się na romantyczny spacer z łopatami i "szuflowaliśmy" z entuzjazmem przez dobrą godzinę... Jestem ciekawa, czy jeszcze takie Święta mi się przytrafią :)

A Wy jak spędziliście te Święta? Lepiliście bałwana, tfuu zająca? Kto oberwał soplem lodu dzisiaj? :)
Wystąpił błąd w tym gadżecie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...