piątek, 31 sierpnia 2012

Jeeeee zostałam nominowana :D


Hej ho w piątkowy wieczór!
Zostałam nominowana przez "Odrobina przyjemności" do Versatile Blogger Award, czyli nagrody przyznawanej Blogom Uniwersalnym i Wszechstronnym. Muszę przyznać, że nagroda bardzo mnie miło zaskoczyła, ale jednocześnie zmobilizowała do pisania na różne tematy.
W każdym razie baaardzo dziękuję Renie! :)

A teraz zasady:
  • nominować 15 blogów, które Twoim zdaniem na to zasługują,
  • poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów,
  • ujawnić 7 faktów o sobie,
  • podziękować nominującemu blogerowi u Niej/Niego na blogu,
  • pokazać nagrodę The Versatile Blogger Award u siebie na blogu.
15 nominowanych przeze mnie blogów:  
  1. Kachna z blogiem "Emigrantka z miłości"
  2. Helka z blogiem "Mish-Mash-Mission"
  3. Drui z blogiem "Układanka z codzienności"
  4. Kruszynka z blogiem "Book and cooking"
  5. Anna Denis z blogiem "Fabryka pomysłów"
  6.  Asieja z blogiem "Ciastko z marzeń (...)"
  7. Nina z blogiem "Nina w kuchni"
  8. Małgosia z blogiem "Pieprz czy wanilia"
No i tu muszę Was wszystkich przeprosić. Nie jestem w stanie podać więcej blogów. Nie dlatego, że na to nie zasługują, tylko po prostu ich nie znam. Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem, więc ciężko mi nimi "sypać z rękawa". Odwiedzam na razie tylko kilka- te, które wydają mi się ciekawe. Dlatego sorry winnetou, więcej grzechów nie pamiętam...
7 faktów o mnie :)
  1. chciałabym nauczyć się więcej języków,
  2. brakuje mi do tego mobilizacji, a dokładniej kopa w d* :(
  3. pracuję w banku,
  4. tak, jak bloggerka Rena, nie lubię zupy pomidorowej,
  5.  pochodzę z Gdańska,
  6. byłam tambourmajorką,
  7. jestem zmarźlakiem!
Teraz wypadałoby dodać jeszcze kilka słów o tym wyróżnieniu, ale ni jak nie mogłam znaleźć w internecie początku tego miłego, ale jednak łańcuszka :)
Zatem kończę swój dzisiejszy post kolejnym logo Versatile Blogger Award i idę delektować się piątkowym wieczorem :D


Do jutra! Będzie soczewica na talerzu :)



środa, 29 sierpnia 2012

Skandynawskie bułeczki cynamonowe

Jak pierwszy raz byłam w Kopenhadze, widziałam te drożdżówki "na każdym rogu". Były dosłownie wszędzie: w kioskach, cukierniach, marketach, w budkach przed stacjami metra i wreszcie- w hotelu, w którym nocowałam :)
Nie znam pierwotnego pochodzenia cynamonówek, gdyż każde źródło w tej chwili podaje inaczej. Jako ojczyznę tych drożdżówek podaje się głównie Szwecję, Norwegię i Danię. Mnie jest wszystko jedno skąd pochodzą! Ważne, że są proste w wykonaniu i baaaardzo smaczne!


Przepis, który wykorzystałam do ich upieczenia zaciągnęłam z książki pt.: "Skandynawia jest piękna" wydawnictwa Pascal. Niestety musiałam nieco zmodyfikować przepis ponieważ kardamon mi się skończył, a nowego nie mogłam znaleźć w sklepie. Zamiast kardamonu użyłam imbiru- zdecydowanie nie zaszkodził :)


Składniki na ok. 20 średnich sztuk:
  • 3 szklanki mąki
  • 30g drożdży
  • ~ 115g masła
  • 0,25l mleka
  • 0,5 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki mielonego kardamonu (zamieniłam na imbir)
  • 2-3 łyżeczki cynamonu
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • cukier gruboziarnisty do posypania (dałam trzcinowy)
75g masła rozpuszczamy w rondelku o dolewamy mleko. Całość powinno mieć temperaturę ok 37 stopni.
W misce kruszymy świeże drożdże, dodajemy mąkę, niecałe pół szklanki cukru i kardamon. Do składników suchych dolewamy mleko z rozpuszczonym masłem, wyrabiamy rękoma i odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 30 min.


W czasie kiedy ciasto wyrasta rozcieramy pozostałą część masła z cukrem i cynamonem.


Gdy ciasto nam wyrośnie ponownie je wyrabiamy i wałkujemy na duży prostokąt (ok. 30 na 40cm). Rozsmarowujemy przygotowane masło cynamonowe, zwijamy ciasto w rulon i kroimy na kawałki grubości 1cm. Krążki układamy na blaszce z wyłożonym papierem do pieczenia i ponownie zostawiamy do wyrośnięcia na ok. 15min.Na koniec smarujemy drożdżówki jajkiem i posypujemy gruboziarnistym cukrem.
Drożdżówki są gotowe po ok. 8min. w 250 stopniach.


A teraz mogę iść spać,
Baaaajjjj!


wtorek, 28 sierpnia 2012

Aromatyczne klopsiki z rozmarynem w marchewce

Ach, jak mi się wczoraj zachciało klopsików z dzieciństwa! Często bywały u mnie w rodzinnym domu
z ogromną ilością marchewki i pietruszki. Mogłam je jeść przez kilka dni pod rząd, jednak nigdy nie miałam takiego szczęścia i wszystko znikało w max. 2 dni...
Nie jadłam ich dobre 4 lata, czyli można już mówić o "skandalu" i "rozboju w biały dzień"!

Przyznaję bez bicia, że samodzielnie przygotowałam je po raz pierwszy i trochę eksperymentowałam. Już teraz wiem, że pietruszki powinno być ciut więcej, a rozmarynu ze względu na mojego męża znacznie mniej... :)

Osobiście rozmaryn uwielbiam. Ma bardzo intensywny smak i aromat. To właśnie dzięki olejkom eterycznym jest hodowany. Rozmaryn w zapachu przypomina mi trochę zapach lasu, igieł świerkowych, czy szyszek. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie przekonała do używania tej rośliny: kiedyś był on używany, jako środek odmładzający i poprawiający wygląd cery. Grzech nie spróbować!!!

Wracając do sedna:
Klopsiki ugotowałam z mięsa wieprzowego, które idealnie komponuje się z naszą roślinką. Przygotowanie wszystkich składników do gotowania i duszenia zajęło mi ok. 20 min.- Poszłam na łatwiznę i warzywa tarłam w maszynce elektrycznej :)

Składniki: (zmieniłam proporcje marchwi i pietruszki)

  • 0,5kg mięsa mielo0nego wieprzowego
  • średniej wielkości cebula
  • 5 średniej wielkości marchwi
  • 4 średniej wielkości pietruszki
  • mały koncentrat pomidorowy
  • kilka liście świeżej bazylii
  • łyżka nasion rozmarynu 
  • łyżeczka majeranku
  • łyżka mielonej papryki czerwonej
  • 3 łyżki otrębów owsianych
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 jajko
Zaczynamy od przygotowania marchewki z pietruszką. Warzywa obieramy, dokładnie myjemy i ścieramy na grubych oczkach. Jeżeli macie maszynkę elektryczną z odpowiednią nakładką polecam się nią wyręczyć i zaoszczędzić jakieś 10-15 min. Do marchewki i pietruszki dodałam od razu również świeżą bazylię. 
Nagrzewamy większy garnek lub brytfankę z niewielką ilością oliwy i wrzucamy utarte warzywa do zrumienienia. Po 3 minutach wlewamy 2 szklanki wody, przecier pomidorowy i całość dusimy.

 
Mięso łączymy z jajkiem, otrębami (lub bułką tartą), cebulką i przyprawami. Formujemy z mięsa niewielkie klopsiki i wkładamy do brytfanki z warzywami. Całość dusimy na niewielkim ogniu ok. 45 min co jakiś czas "polewając" klopsiki warzywami.


Gotowanie danie może nie należy do efektownych, ale za to smakuje obłędnie!
Smacznego!

Ps. Napiszcie, czy też robicie takie klopsiki. Może wolicie mięso drobiowe? Jestem ciekawa Waszych opinii :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Allergic to Mondays

Hej ho!

No cóż, poniedziałek już powoli ustępuje miejsca wtorkowi, ale jeszcze dziś zdążę nadmienić, że za nim nie przepadam....


Na pewno w tym przeczuciu nie jestem samotna, ale jakoś ten fakt nie pociesza ;P Przyznacie chyba, że po każdym poniedziałku przydałby się dodatkowy dzień wolnego, jakieś święto, L4, C-O-K-O-L-W-I-E-K!!!
Nie wiedzieć czemu noc z niedzieli na poniedziałek zawsze jest krótsza, ranki niemiłe, a sam dzień w pracy ciąąąąąąąąąągnie się jak się przysłowiowe "flaki z olejem...
W takie dni chciałabym być Greczynką! Oh tak! Jak ja chciałabym być Greczynką! Wiecie, że Grecy mają ponad 2 godzinne siesty (~ 14:30- 17:30)? Są to cudowne przerwy na obiad i krótką drzemkę- idealne rozwiązanie dla susełków, podczas których można naładować baterie na resztę dnia.

No ale już nie narzekam. Koniec o poniedziałku. Niedługo wtorek- na niego też znajdę jakiegoś haka :P

Śpijcie dobrze!

niedziela, 26 sierpnia 2012

Z cyklu weekendowe kucharzenie: Ogórki w zalewie musztardowej z "wściekiełką" :)

Tym postem kończę weekend w kuchni. W tygodniu na pewno będzie ich znacznie mniej ze względu na moje lenistwo po pracy...

Ogórki konserwowe w zalewie musztardowej- to jest "moje" odkrycie lata 2012! Zapytacie czemu odkrycie? Otóż aż wstyd się przyznać, ale właśnie dopiero w tym roku jadłam je pierwszy raz....

Jak tylko ich spróbowałam od razu się zakochałam i postanowiłam je zrobić. Zrobiłam raz, drugi....no i dziś po raz trzeci! :) Czemu? A to dlatego, że boję się, że do zimy ich zabraknie! :)

Na początku zrobiłam typowe ogórki z dodatkiem musztardy, jednak te z "wściekiełką"- czyli papryczką chilli okazały się najlepsze!





Składniki na 4 większe słoiki ~ 2kg ogórków:
  • 1l wody
  • 3 płaskie łyżki soli
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 szklanka octu 10%
  • 3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • płaska łyżeczka płatków chilli
  • 5 łyżek dowolnej musztardy
Wszystkie składniki PRÓCZ musztardy zagotowujemy. Jeżeli już teraz dalibyśmy musztardę, zważyłaby się.
Po zagotowaniu zalewy należy ją ostudzić i dopiero wtedy dodać musztardę. Za każdym razem dodaję inną. Była już dijon i sarepska. Dzisiaj dodałam kremską- lekko ostrzejszą. 
Dodawania musztardy może lekko denerwować. Czemu? Ponieważ trochę trzeba się nakręcić łyżką, zanim całkowicie się rozpuści.


Z krojeniem ogórków też jest u mnie różni. Jedno jest pewne- nigdy ich nie obieram, lecz dokładnie myję. Wole ogórki w skórce, które są bardziej chrupiące i ładniej wyglądają.

Ogórki kroimy w dowolny sposób: ćwiartki, plasterki. Jak ogórki są małe, pozostawiam je w całości.
Wlewamy do słoików zalewę, wołamy mężczyznę do zakręcenia słoików i pasteryzujemy 15 min od zagotowania wody.


Smakują wyśmienicie już następnego dnia, jednak najlepiej jak "postoją" chociaż miesiąc :)
Smacznego!


 


Z cyklu weekendowe kucharzenie: Śliwkowe palce lizać!

Hej ho!

Śliwki raczej nie należały do moich ulubionych owoców, ale jakoś w to lato pięknie się do mnie uśmiechają podczas każdych zakupów na rynku...
Ciasto ze śliwkami zrobiłam 3 raz w ciągu 2 tygodni i muszę nieskromnie przyznać, że lekko zmodyfikowana- najnowsza wersja jest zdecydowanie najlepsza! :) Lekko pikantny kardamon i rozgrzewający cynamon to idealna para do trójkącika ze śliwkami. Spróbujcie sami!



Najpierw jednak słów klika o tym zdrowym owocu. Szperając po internecie znalazłam dużo informacji o zawartych w śliwkach witaminach, czy dobroczynnym działaniu śliwek na etapie dobrze znanego przez wszystkiego kobietom odchudzania. Historia śliwek została baaaardzo ciekawie opisana tu- trzeba na to poświęcić kilka chwil, ale zdecydowanie warto! :)

A teraz kucharzymy! Poniżej przedstawiam moją ciut korzenną wersję placka ze śliwkami.

1kg śliwek w roli głównej :)

Składniki na kruchy spód:
  • 200g mąki pszennej
  • 50g otrębów owsianych 
  • 50g białego cukru
  • 50g cukru trzcinowego demerara
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany
  • 100g schłodzonego masła
  • 1 żółtko

Zawsze zaczynam od zmieszania wszystkich składników suchych, później dodaję pokrojone w kostkę masło, żółto i śmietanę. Wszystko siekam nożem tak długo, aż masło "oblepione" jest pozostałymi składnikami. Na koniec wszystko dokładnie zagniatam ręką.
Przygotowane ciasto wkładamy do lodówki na ok. 20 min.

W czasie gdy ciasto się chłodzi zajmujemy się śliwkami. Na moją silikonową foremkę  ( średnica 32 cm) zmieściłam kilogram większych śliwek.



Po przygotowaniu wszystkich śliwek wyciągamy ciasto z lodówki i wykładamy nim równomiernie formę razem z brzegami. Widelcem robimy kilka "dziurek" w cieście i tak przygotowany spód wkładamy na 15 min. do piekarnika w temperaturze 180 stopni.

Ok, zatem spód się piecze, śliwki przygotowane.
Mamy teraz czas na przygotowanie kruszonki.

Składniki na cynamonową kruszonkę:

  • 120g mąki pszennej
  • 50g cukru trzcinowego demerara
  • 1 łyżka cynamonu
  • 50g schłodzonego masła
  • 2 łyżki płatków migdałowych


Może to niehumanitarne, ale za to szybkie: wszystkie składniki miksuję =) Po 2 minutach mam gotową, drobną kruszonkę o intensywnym zapachu cynamonu.

Wyciągamy ciasto z piekarnika, układamy ćwiartki wcześniej przygotowanych śliwek i posypujemy kruszonką. Śliwki, które użyłam do dzisiejszego placka były dość kwaśne, dlatego po ułożeniu ich na formie "pomalowałam" je odrobiną miodu.



 

Całość wkładamy ponownie do piekarnika na 20-25 minut w 180 stopniach i czekamy :)
Po 15 minutach zacznie się unosić w domu cudowny zapach przypraw i śliwek.... Smacznego!

Andźka

sobota, 25 sierpnia 2012

Z cyklu weekendowe kucharzenie: Papryka konserwowa z miodem

Po brzoskwiniach przyszedł czas na warzywa. Tym razem robię roczny zapas papryki konserwowej z miodem wg. przepisu mamy mojej szwagierki.

Przepis na paprykę, który posiadam z domu znacznie się różni. Nie zawiera miodu, a dodatkami są gorczyca, ziele angielskie i czosnek.

Najpierw jednak kilka ciekawostek. Czy wiecie, że papryka została oficjalnie "odkryta" wraz z epoką wielkich odkryć geograficznych? To właśnie Krzysztof Kolumb, który odkrył Amerykę przywiózł nasiona tej rośliny do Europy. Papryka jest również nazywana "Pieprzem Indiańskim", choć moim zdaniem nasza pospolita czerwona papryka, nie może się równać z tą, której używali Indianie (używali- cz. przeszły ponieważ nie mam pewności, czy prawdziwi, dzicy Indianie jeszcze żyją...). Wojciech Cejrowski paprykę, rosnącą w puszczy amazońskiej, którą był częstowany przez Indian nazywał "wściekiełką" :) Dlatego powątpiewam w ogólne zastosowanie nazwy "Pieprz Indiański.

Wracając do przetworów. Zakupiłam 5 kg papryki mieszanej: żółtej i czerwonej. Cena papryki jeszcze nie jest najkorzystniejsza, ale Panie na rynku dzisiaj straszyły mnie, że w dnia na dzień papryka będzie raczej gorsza. Czy to prawda? No cóż...nie mam pojęcia. Uległam i kupiłam paprykę już teraz.



Zalewa na ok. 5 kg papryki:
  • 4 litry wody
  • 2 szklanki octu 10%
  • 2 szklanki cukru
  • 10 łyżek miodu
  • 3 łyżki soli
Zaczynamy od umycia papryk i wydrążenia nasion. Następnie kroimy warzywa wedle upodobań. U mnie najczęściej królują średniej szerokości paski, które w przyszłości zmieszczą się na kanapce :)


Wszystkie składniki mieszamy i pozostawiamy na ogniu do zagotowania.
W tym czasie należy powkładać cząstki papryk do słoików. Proponuję układać paprykę ciasno, aby kawałki nie wypływały po wlaniu zalewy.


Po zagotowaniu zalewy napełniamy nią słoiku, wołamy mężczyznę do zakręcenie i zaczynamy pasteryzować :)
Wykładam zawsze na dno garnka ściereczkę, aby słoiczki nie stłukły się w czasie gotowania. Układam słoiki i wlewam do garnka tyle wody, aby co najmniej sięgała połowy wysokości słoika. Pasteryzuję 15 min. od zagotowania.


Po 15 minutach wyciągam słoiki i odwracam je do góry dnem.
Wcinamy paprykę już następnego dnia :)

Smacznego!

Andźka

Z cyklu weekendowe kucharzenie: Dżem z brzoskwiń

Pracuję 5 dni w tygodniu w godzinach 9-17, dlatego jak przychodzi weekend mam czas na robienie przetworów, czy przygotowywanie innego obiadu, niż dostojny schabowy...

Dziś z samego rana udaliśmy się z mężem na rynek po świeżą porcję warzyw i owoców.

Pierwsze pod nóż poszły brzoskwinie. W te wakacje robiłam już dżem brzoskwiniowy dwa razy, ale tak wszystkim smakuje, że zostałam "zmuszona" zrobić go po raz trzeci :)
Dżem zawsze robię z kawałkami owoców- nie lubię w dżemach konsystencji musów, gdyż kojarzą mi się z "marmoladami" z młodzieńczych obozów harcerskich.



Składniki:

  • 1,5 kg dojrzałych brzoskwiń
  • 0,25 szklanki cukru białego
  • 0,25 szklanki cukru trzcinowego demerara
  • kilka kropel soku z cytryny

Zaczynamy od umycia i osuszenia owoców. Później obieramy brzoskwinie i kroimy na cząstki średniej wielkości bezpośrednio nad garnkiem. Gotujemy brzoskwinie ok. 10 min aż zaczną się rozpadać. Dolewamy sok z cytryny (nie wyciskam cytryny nad garnkiem, aby później nie męczyć się z wyławianiem pestek) i wsypujemy cukier. Dodaję cukier trzcinowy ponieważ nadaje lekko karmelowy smak i piękny delikatnie złotawy kolor.
Po dodaniu cukru nasz dżem zrobi się bardziej rzadki, dlatego teraz należy zmniejszyć ogień i pozwolić na swobodne "pyrkanie" przez ok. 20 min.


Po 20 min. wlewamy nasz dżem do wyparzonych słoiczków, wołamy mężczyznę do ich porządnego zakręcenia i odwracamy do góry dnem.

Po wystudzeniu zajadamy z pomrukiwaniem i potakiwaniem głowy na znak wspaniałego smaku! :)
Smacznego!



Andźka

piątek, 24 sierpnia 2012

Arbuzowy zawrót głowy

W tym roku arbuzy są wyjątkowo smaczne. Nie wiem czy tylko ja mam takie wrażenie, ale na samą myśl o różowym owocu cieknie mi ślinka!

Na początku sierpnia panowały u nas afrykańskie upały i właśnie wtedy chcieliśmy z mężem zrobić "alko-arbuza". To nic innego jak arbuz nasączony wódką. Wszystko niby proste i łatwe, ale nasz arbuz chyba był abstynentem bo wódki nie chciał pić... :(

W każdym razie nie chcieliśmy się poddać, więc zmiksowaliśmy miąższ uparciucha z wódką i lodem. Oto co nam wyszło:


Polecam na gorące dni!

Andźka

Paris, Paris!

Zaczynam od tego, co ostatnimi dniami chodzi mi po głowie.... PARIS!

Tak, wiem-  banalne...
Niemniej jednak magiczne, zaczarowane miejsce.- Przynajmniej tak Paryż jest opisywany przez wiekszość znajomych.
Poszukując ciekawostek w internecie na temat stolicy Francji natknęłam się na "syndrom paryski". Słyszeliście o tym?
Przyznam, że się trochę uśmiałam, ale zaraz po chwili zaczęłam się zastanawiać, czy i mnie by to nie spotkało...

"Syndrom paryski" charakteryzuje sie nadmierną ekscytacją, bądź falą totalnego rozczarowania po przybyciu do Paryża. Najczęściej ponoć dotyka turystów z Japoni, którzy zauroczeni wyobrażeniami o Paryżu przeżywają szok docierając na miejsce, gdzie szara rzeczywistość uderza im do głowy jak ciężki młot. Zapytacie dlaczego akurat Japończycy? Twórcy określenia uważają, że syndrom dotyka w większości osoby długo podróżujące, które niecierpliwie wyczekują godzin, w  którym Paryż będzie dla nich dostępny. Jeżeli sprawdzicie ile trwa lot z Japonii do Paryża, to juz wszystko stanie sie jasne :)

Wracając do marzeń
Chciałabym zrobić mojemu mężowi i sobie prezent- może urodzinowy? Do naszych urodzin jeszcze daleko, a niespełna miesiąc temu wróciliśmy z wakacji. Mimo wszystko może się uda :)

Odnośnie samego prezentu- zastanawiam się tylko, czy to oby na pewno prezent dla męża? :P

No, ale cóż...:)

Pozdrawiam

Na początku był chaos...

Cóż...Chyba przyszedł czas i na mnie.
Od kilku lat przeglądam blogi kulinarne, te związane z modą, czy z podróżami. Podziwiam osoby, które dzielą się swoją wiedzą i pasjami.
Dzis i ja postanowiłam zacząć pisać. O pasjach? Nie! Raczej o życiu codziennym i tym, co aktualnie jest u mnie "na tapecie" :)

Zatem zaczynam, nadchodzę, pędzę!

Pozdrawiam serdecznie, Andźka
Wystąpił błąd w tym gadżecie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...