piątek, 29 marca 2013

Różowe jajka marynowane

Patrząc na wszystkie osoby zabiegane, w sklepach wyrywające sobie z rąk białe kiełbasy, butelczyny żurku lub barszczu białego, śmiem twierdzić, że zapewne u Was też zamieszanie...

Dlatego przechodzę od razu do rzeczy i podaje krótką instrukcję/ przepis wykonania bardzo atrakcyjnych jaj. O dziwo tym razem jaj dość niemęskich, bo bardzo intensywnie różowiutkich ;)

 
U mnie:
  • 3 jajka ugotowane na twardo, obrane
  • 2 łyżki majonezu
  • rzeżucha
  • 6 rzodkiewek
  • 2 liście laurowe
  • kilka ziaren pieprzu
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • 3 kieliszki octu winnego
  • 2 szklanki wody
  • 2 łyżki gotowego koncentratu na barszcz czerwony z butelki
  • łyżka soli
Do wysokiego naczynia (np. większy słoik lub dzbanek) wlewamy wodę, ocet i tu opcjonalnie: sok z buraków, buraka startego na tarce lub koncentrat barszczu czerwonego. Do tego dorzucamy liście laurowe, pieprz i ziele angielskie. Całość dokładnie mieszamy do rozpuszczenia soli.

Ugotowane na twardo i obrane ze skorupek jajka wkładamy do naczynia z marynatą i pozostawiamy na kilka godzin- u mnie jajka leżały 6 godzin.

Po zamarynowaniu jajka kroimy na pół, układamy na półmisku o dowolnie faszerujemy. U mnie żółtka wymieszane z majonezem i pokrojoną drobno rzodkiewką. Ozdobiłam również rzodkiewką i rzeżuchą. 




Jutro wieczorem nastawiam kolejną partię! 
A Was wyganiam wirtualnie do sklepu po buraki lub barszcz! :)

Wesołych i cudownych Świąt!
Andźka

czwartek, 28 marca 2013

Czeko gniazdka

2 lata temu przygotowywałam z mężem I dzień Świąt Wielkanocnych. To był nasz pierwszy raz...jako gospodarzy oczywiście. 
Planowaliśmy, robiliśmy listy zakupów, potraw do przygotowania, kolejność podawania itd, itp. Jak przyszła już "godzina zero" wszystko szlag trafił.

Z przejęcia spać nie mogłam, wstałam bez budzika po 4tej i przygotowywałam farsz ze szpinaku do pieczarek, upiekłam ciasto i dogotowałam więcej jajek- tak na wszelki wypadek...

Rodzinka przyszła na śniadanie, a ja już byłam zlana potem, zmęczona i nadal przerażona. Z mężem kłóciliśmy się przy każdym zetknięciu i strzelając do siebie piorunami kursowaliśmy pomiędzy salonem, a kuchnią.

Po całym zamieszaniu (koło godz.21ej) ululałam się z teściową i babcią. W końcu się odprężyłam...

Kilka dni później śmieliśmy się z mężem z całego zamieszania. Rok później znowu zaryzykowaliśmy i zaprosiliśmy rodzinę na Wielkanoc. Po wcześniejszych przeżyciach wysnuliśmy sporo wniosków. Pierwszym był przymusowy zakup zmywarki!

W tym roku Święta robi teściowa, a ja relaksuję się i odprężam przygotowując jedynie pasztet, babkę gotowaną i żurek...Żyć, nie umierać!

A teraz gniazdka i to nie byle jakie! Gniazdka czekoladowe, które widziałam na kilku blogach. Przygotowywane zazwyczaj z ryżu preparowanego lub płatków kukurydzianych w kształcie pałeczek. Ja użyłam do swoich słonych paluszków :)


Składniki na 3 gniazdka:
  • pół tabliczki czekolady
  • 50g masła
  • łyżka śmietany kremówki
  • pół paczki paluszków
Czekoladę z masłem rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Pod koniec dodajemy kremówkę i mieszamy do połączenia składników.

Paluszki łamiemy mniej więcej na 3 części i wrzucamy do czekolady. Za pomocą pęsety wyciągamy paluszki i kładziemy na papier do pieczenia. Palcami formujemy kształt gniazdek i odstawiamy do lodówki do całkowitego zastygnięcia czekolady.

Po kilku godzinach gniazdka powinny z łatwością odchodzić od papieru.

Do gniazdek wkładamy dowolne małe jajeczka: cukrowe, marcepanowe, czekoladowe. U mnie takowych zabrakło, więc ułożyłam na nich jajka przepiórcze.


I gotowe!


środa, 27 marca 2013

Bulion warzywny w kostce

Kto nie wrzucił na blog jeszcze świątecznej baby, wielkanocnego mazurka, czy pasztetu? No kto? Ja! Niestety zapewne przed tegorocznymi Świętami nie zdążę, ale będzie na rok 2014 :D

A teraz już przechodzę do sedna i przedstawiam bulion warzywny w kostce. Bardzo aromatyczny i dość słony.- W końcu musi zawierać koncentrat bulionu, aby wystarczyło wrzucić 2-3 kostki, a zupa lub sos były wystarczająco aromatyczne.


Sam pomysł podpatrzyłam na blogu Feed me better. Swoją drogą jest to blog młodej kobiety, która postanowiła zmienić całkowicie swój tryb życia i żywienia. Jak twierdzi nie jest na diecie, a po prostu zdrowo się odżywia i pamięta o zachowaniu równowagi.- Mądrze! Na dodatek baaaardzo ciekawie. Znajdziecie tam przepisy na zdrowsze wersje serników, pasztetów, czy obłędnie wyglądające (i zapewne tak też smakujące) przekąski. Jest tam dosłownie wszystko w wersji nie light, a w wersji dokładnie przemyślanej. Polecam!

Składniki na mój bulion warzywny:
  • 8 większych marchewek
  • 4 korzenie pietruszki
  • średniej wielkości seler
  • duża cebula
  • por
  • 1l wody
  • ok. 1,5 łyżki soli
  • ok. 10 ziarenek pieprzu
  • 2 liście laurowe
  • 4 ziarenka ziela angielskiego
  • szczypta płatków chilli
Wszystkie warzywa umyte i obrane gotujemy w litrze wody razem z listkami laurowymi, zielem angielskim i płatkami chilli. 
Wywar powinien się gotować na minimalnym ogniu dość długo, aby był klarowny. To samo dotyczy bulionu mięsnego, który wymaga jeszcze większej delikatności :)

Wywar gotujemy ok. 1,5 godziny, pod koniec dodając pieprz i sól do smaku. Pamiętajcie, aby dać soli trochę więcej, aby kostki były bardziej aromatyczne. Dlatego też w tak małej ilości wody gotujemy podwójną porcję warzyw.

Studzimy bulion i przelewamy najlepiej przez gazę do dzbanka, z którego dalej do pojemników na kostki do lodów.
 
 
Po kilku godzinach w zamrażalniku nasze kostki są gotowe! :)


wtorek, 26 marca 2013

Jest takie miejsce na ziemi...

..., które wzrusza na każdym kroku i zapiera dech w piersiach. Miejsce magiczne, w którym można się zakochać, o którym można cały czas myśleć i marzyć o kolejnej wizycie.

Choć to blog kulinarny, to nie sposób było nie napisać o Paryżu i o tym, jakie zrobił na mnie wrażenie.
Z pewnością nie napiszę o wszystkich miejscach, które zwiedziliśmy, bo pewnie zanudziłabym Was kilkugodzinnym sprawozdaniem. Jednak napiszę o tym, co wywarło na mnie największe wrażenie i spowodowało, że chęć wrócenia do Paryża jest ogromna!

Do Paryża polecieliśmy w środę po południu, wróciliśmy do Polski w niedzielę wieczorem. Cztery dni na zwiedzenie Paryża to stanowczo za mało, a jednocześnie wystarczająco dużo, aby zadurzyć się po czubki uszu!

Wyjątkowe w Paryżu jest wszystko, choć zapewne każdy ma swoje ulubione miejsce, zabytek, ogród, czy restaurację.

Dla mnie numerem jeden jest zdecydowanie Wieża Eiffla, pieszczotliwie nazywana przeze mnie "Ajfelką" :) Jak tylko busem wjeżdżaliśmy do Paryża i zobaczyłam oświetloną wieżę, to mnie zatkało- dosłownie! Wzruszyć się to słabe określenie, mnie chciało się wyć! Z resztą nie trzeba było długo czekać- poryczałam się następnego dnia, kiedy pojechaliśmy zobaczyć wieżę z Placu Trocadero...


Dzień wcześniej "ciary na ciele" miałam po wejściu na most Pont des Arts, który jednak bardziej znany jest pod nazwą "Most zakochanych", gdzie pary zamykają swoją miłość na kłódkę, a kluczyki wyrzucają za siebie do Sekwany.
Każda kłódka zawieszona na moście ma swoją historię. Na wielu napisane są inicjały zakochanych, rocznice ślubu, pierwszego spotkania, czy po prostu słowa "na zawsze". My również zawiesiliśmy swoją kłódkę w wersji mini, choć nasza miłość jest zdecydowanie ogromna! :)


Chwilę przed dojściem na most zwiedziliśmy Katedrę Notre-Dame, która czaruje swoją gotycką oprawą i "mrocznym" wnętrzem. Jej ogrom dosłownie powala na kolana! Wypatrywałam "dzwonnika z Notre-Dame", ale dobrze się ukrywał i nie dane było mi go zobaczyć... ;)

widok od strony ogrodu

Kolejnym miejscem szczególnym jest Bazylika Sacre- Coeur, usytuowana na szczycie wzgórza Montmartre- tak, tak Gosiu- przesłałam tam Twoje pozdrowienia!
Bazylika jest imponująca! Sprawia wrażenie nieskazitelnie czystej i śnieżnobiałej. Przyciąga masę turystów, a wraz z nimi miejscowych rabusi- niestety. Na szczęście nas ominęła przykra niespodzianka i cieszyliśmy się widokiem ze wzgórza, oraz wnętrzem samej Bazyliki.


Paryż oprócz imponujących miejsc wart zwiedzenia ma również fenomenalne jedzenie. Niestety nie było nam dane stołować się w Paryskich restauracjach, ale rozsmakowaliśmy się w wypiekach. Bagietki o mięciutkim, lekko wilgotnym i zbitym wnętrzu raniły dziąsła chrupiącą skórką. Przy gryzieniu musiałam zamykać oczy, aby okruchy nie wleciały mi do oczu! :)


Za croissant'y można dać się poćwiartować, a czekoladki i makaroniki kuszą na każdym kroku Paryskich ulic. W końcu uległam i kupiłam kartonik kolorowych krążków w Dalloyau. Moje zadowolenie chyba widać na zdjęciach, prawda?


Później mamy wina, którymi raczyliśmy się każdego wieczoru! Ceny są na prawdę niskie, a smak wyborny! Przywieźliśmy sobie kilka butelczyn do Polski :)

Na koniec sery...Moja zmora. Tłuszcz, tłuszcz i jeszcze raz tłuszcz! Mimo wszystko nie da się przejść obok nich obojętnie. Zdecydowanie warto je przywieźć do domu. Mają intensywny smak, a ceny są korzystniejsze od serwowanych nam w Polskich sklepach.

A teraz małe podsumowanie.
3 powody dla, których warto pojechać do Paryża:
  1. Bo to Paryż- "heloł"!!!
  2. patrz wyżej
  3. patrz pkt1 ;)
Jak macie pytania, piszcie śmiało. Jestem nadal nakręcona po przyjeździe i z chęcią podzielę się swoimi wrażeniami.

Ściskam!




poniedziałek, 25 marca 2013

Wiosenna tarta z kurczakiem

W Polsce śnieg, mróz, rękawiczki i czapki. Wiosny "ni widu, ni słychu"...a tam, skąd przyjechałam wczoraj z mężem cieplutko. Nie ma mowy o upałach, ale można poczuć pierwsze, wiosenne słońce i +12 stopni! Mowa o magicznym Paryżu i o tym, jak ogromne robi wrażenie- chyba nie tylko na mnie...

A teraz tarta w kolorze wiosennej, świeżutkiej trawy :) Pyszna zarówno na ciepło, jak i na zimno.


Składniki na spód tarty:
  • 150g mąki pełnoziarnistej (u mnie żytnia)
  • 50g masła
  • szczypta soli
  • 2 łyżki jogurtu greckiego
Składniki na nadzienie:
  • 2 jajka
  • 250g jogurtu greckiego
  • cukinia
  • pół papryki zielonej
  • pół brokuła
  • 2 piersi z kurczaka
  • sól, pieprz i papryka słodka
  • 50g startego parmezanu
Mąkę z pozostałymi składnikami na spód dokładnie łączymy, zawijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki, aby ciasto dobrze się schłodziło.

Na stolnicy ciasto rozwałkowujemy na grubość ok 5mm, zawijamy na wałek i wykładamy nim formę do tart. Ciasto nakłuwamy widelcem, wkładamy do piekarnika i pieczemy przez ok. 15min w 180 stopniach.

W czasie kiedy ciasto się piecze przygotowujemy nadzienie.

Cukinię i papryką drobno kroimy i podsmażamy przez chwile na patelni. Pozostawiamy do ostygnięcia.
Kurczaka również kroimy, doprawiamy do smaku i podsmażamy.

Jajka łączmy za pomocą trzepaczki z jogurtem greckim. Dodajemy sól i pieprz do smaku oraz starty parmezan. Do masy jajecznej dodajemy paprykę, cukinię, kurczaka i surowe różyczki brokuła.

Całość wylewamy na przestudzone ciasto i wkładamy do piekarnika. Pieczemy ok. 15-20min. do ścięcia masy jajecznej w piekarniku nastawionym na 150 stopni.


Do Paryża jeszcze wrócę w następnych postach...:)
Muszę tylko uporać się ze zdjęciami.

Ściskam!


poniedziałek, 18 marca 2013

Gotowana babka migdałowa

"Babę zesłał Bóg, 
raz mu wyszedł taki cud"

Właśnie tak sobie śpiewam od 2 dni.- Dokładnie tyle dni temu "rozdziewiczyłam" formę do babki gotowanej i coś czuję, że długo nie dam jej odpocząć...:)


Pierwszy raz jadłam taką babkę dobre 10 lat temu, jak ze świeżutkim kawałkiem przyszła do mojego panieńskiego domu sąsiadka- Pani Eryka. To dopiero jest babka! Serdecznie ją z tego miejsca pozdrawiam.
odnośnie samej babki gotowanej- jest smukła i wysoka. Ideał wspaniałej babki! Zwarta i długo utrzymująca świeżość. Po prostu pyszna!

A teraz przepis na babkę:
  • kostka tłuszczu (masła lub margaryny)
  • szklanka cukru
  • 1 i 3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
  • szklanka mąki pszennej
  • 1/3 szklanki zmielonych na mąkę migdałów
  • 6 jaj
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki naturalnego ekstraktu migdałowego (użyłam tego)
+ polewa:
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki amaretto
  • 50g masła
  • migdały do posypania
Zaczynamy od podgrzania wody w garnku, do którego wsadzimy naszą formę do babki. Woda powinna sięgać połowy lub 3/4 wysokości formy.
Wszystkie składniki na babkę dokładnie łączymy przy użyciu miksera, bez osobnego ubijania białek.
Ciasto przekładamy do wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą formy do gotowania babki.

Formę wkładamy do garnka z gorącą wodą i kładziemy coś na wierzch, aby trzymała pion podczas gotowania. Ja do tego użyłam pokrywki od garnka.

Babkę gotujemy ok. 75min. Po tym czasie podnosimy pokrywkę formy i sprawdzamy, czy ciasto jest zwarte i dość sztywne. Jeżeli jest surowe dalej gotujemy.

Po ugotowaniu formę wyciągamy z wody i studzimy przez 10 min. Po tym czasie formę obstukujemy, odwracamy do góry dnem i wykładamy babkę na talerz. 

Czekamy do całkowitego wystudzenia i dekorujemy polewą czekoladową z amaretto i obsypujemy migdałami.


A teraz czekamy, aż komplementy obsypią naszą babkę...

niedziela, 17 marca 2013

Grillowanie w domu z Neoflam

Długo się zbierałam, aby napisać o grillowaniu w domowych warunkach. Próbowałam, grillowałam  i zdanie sobie wyrobiłam.

Po pierwsze- nic nie zastąpi grilla węglowego, nawet jeżeli wykonany został ze sklepowego koszyka! Uwielbiam zapach towarzyszący grillowaniu na świeżym powietrzu.- Zapach węgla, lekko przypalonego tłuszczu no i dym. Bez niego grill, nie jest do końca grillem!

Mimo wszystko strasznie już tęskno za ciepłem i słońcem. Pogoda co chwila się zmienia i ciężko jest uwierzyć, że za chwilę ma być cieplej skoro za oknem wciąż mróz i śnieg. Dlatego można się ratować opiekaczami, grillami elektrycznymi, czy patelniami grillowanymi, które choć odrobinę przybliżą nam smak sezonu grillowego.


Patelnia, którą otrzymałam i dość intensywnie używałam jest wykonana z aluminium i pokryta ceramiczną powłoką. Solida i duża z możliwością mycia w zmywarce. Minusem dla mnie jest to, co zapewne dla większości będzie plusem- jest bardzo ciężka. Z trudem utrzymywałam ją w jednej dłoni.

Na patelni przygotowałam m.in.:
  • karkówkę w marynacie z tabasco
  • grillowanego ananasa z oscypkiem do słodko-słonej sałatki
                           
  • kotleciki z kurczaka z suszonymi pomidorami w sezamie
  • zapomniałam jeszcze o szaszłykach z krewetkami :)


Była też ryba, ale niestety nie zdążyłam ze zdjęciami- została pochłonięta od razu po ściągnięciu z patelni :)

Przygotowywanie potraw na patelni grillowej Mitra wymaga dosłownie przetarcia patelni odrobiną tłuszczu na ręczniku papierowym. Jedzenie do niej nie przywiera, a mycie nie sprawia problemów. Patelnia szybko się nagrzewa i dość długa utrzymuje ciepło. Zdecydowanie fajne zastępstwo dla tradycyjnego grilla.

Zrazić może jedynie kwota, jaką musimy za nią zapłacić, ale to zostawiam już Waszej indywidualnej ocenie. 
Osobiście jestem zadowolona z takiego nabytku i na pewno będę się nią cieszyła, czekając na pierwsze +15 stopni i trójnogiego przyjaciela ;)

A jeżeli chcecie więcej poczytać o patelni, bądź o samej firmie Neoflam zapraszam Was na ich stronę internetową.

Jak jest u Was? Korzystacie z patelni grillowych?

sobota, 16 marca 2013

Słodko- słona sałatka z żurawinowym winegret

Wczoraj po raz kolejny- chyba już setny oglądałam Dirty Dancing. Mąż pod koniec nie wytrzymał i przysnął...

A ja, choć wiem, że film nie cieszy się powodzeniem u krytyków, to go uwielbiam. Choć wiem, że film ckliwy, to z radością spędzam każdą minutę przed tv z pilotem w ręku, co chwila robiąc głośniej. Mówcie i piszcie co chcecie. Oficjalnie i dumnie przyznaję- jestem mega fanką Dirty Dancing, a gdy widzę scenę, kiedy Babe ćwiczy na schodach sama robię "ramę" i udaję, że tańczę :D

A wracając do jedzenia.
Sałatka została przygotowana, jako towarzystwo dla grillowanej karkówki. Spróbowałam i byłam stracona! Na kolacje musiała być powtórka. Pyszna słodko-słona sałatka z winegret w wersji z żurawiną. Spróbujcie koniecznie!


Składniki na porcje dla 2 osób:
  • 2 garście roszponki
  • 2 krążki ananasa (u mnie świeży)
  • 4 plasterki oscypka
+ winegret żurawinowy:
  • 2 łyżki konfitury żurawinowej
  • łyżka octu winnego
  • łyżka oliwy
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1/2 łyżeczki cukru
Zaczynamy od przygotowania winegret i dokładnego połączenia wszystkich składników. Z tego przepisu sos będzie dość gęsty. Jeżeli wolicie rzadszy, to dolejcie oliwy i octu, ewentualnie odrobinę wody.

Roszponkę dokładnie myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i wykładamy na talerze. Patelnie grillową rozgrzewamy i grillujemy krążki ananasa dosłownie po 2 minuty z każdej strony. Ananasy kładziemy na talerzach z roszponką.

Na koniec grillujemy plastry oscypka i układamy na krążkach ananasa. Całość polewamy odrobiną żurawinowego winegret.


A na koniec scena, o której była mowa we wstępie :)
Kto zna, kto lubi?
Ściskam!

piątek, 15 marca 2013

Chlebek Watykański/ Ciasto Szczęścia/ Ciasto Przyjaźni Amiszów

Tajemnicze ciasto o wielu nazwach, niewiadomym pochodzeniu i domniemanych zdolnościach przynoszenia szczęścia. 
To ciasto, które upiekłam po otrzymaniu odpowiedniego zaczynu, który stopniowo należy dokarmiać i trzymać się głównej zasady: nie mieszać ciasta przez kilka pierwszych dni.
 

Istnieje wiele legend, a może mitów dotyczących tego ciasta. Legendy ponoć zawierają choć 1% prawdy, a ja nie jestem pewna, jak to jest z tym wypiekiem, dlatego przyjmę, że chodzi o mity...

W internecie wyczytać można, że pochodzi z Watykanu. Innym razem znajdziecie informacje, że Amisze wpadli an jego produkcję i dzielą się tym ciastem do dziś. Jak jest na prawdę? Nie mam pojęcia, ale ciasto jest pyszne, więc obojętnie skąd jest i kto wpadł na jego produkcję- ta osoba dobrze zrobiła!

Odnośnie szczęścia, które ma przynosić.- Zdecydowanie coś w tym jest! Po zjedzeniu pierwszego kawałka odczułam znaczny przypływ hormonów szczęścia, po dwóch byłam niemal wniebowzięta! :) Niestety po umyciu blachy poziom owych hormonów ponownie zmalał.

Nie zostaje nic innego, jak czekanie na dzień, kiedy ktoś zapuka do moich drzwi i przyniesie ponownie zaczyn na pyszne Ciasto Szczęścia- tak, to zdecydowanie najlepsza dla mnie nazwa.


 Ważne informacje dotyczące przygotowywania ciasta:
  1. Ciasto nie powinno leżakować w metalowej misce.
  2. Ciasto mieszamy wyłącznie drewnianą lub plastikową łyżką.
  3. Zaczyn przechowujemy w temperaturze pokojowej przykryty ściereczką.
Po otrzymaniu zaczynu przystępujemy do "dokarmiania" ciasta:
Dzień1 
Wsypać 120g cukru , nie mieszać!

Dzień2
Wlać 250ml mleka, nie mieszać!

Dzień3
Wsypać 250g mąki pszennej, nie mieszać!

Dzień4
Nie dodajemy żadnych składników, ale powoli mieszamy rano i wieczorem

Dzień5
Dodać 120g cukru, nie mieszać!

Dzień6
Wymieszać, podzielić na 4 części, z czego 3 rozdajemy w ciągu dwóch dni z podanym przepisem.

Dzień7
Do swojej części dodajemy:
  • 250ml oleju
  • 250g mąki pszennej
  • 3 całe jajka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 paczka cukru wanilinowego (użyłam 2 łyżeczek domowego ekstraktu waniliowego)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 2 starte jabłka
  • cała przetarta czekolada (dodałam 100g groszków czekoladowych)
  • posiekane orzechy (dodałam garść orzechów włoskich)

Wszystkie składniki ze sobą łączymy za pomocą drewnianej łyżki. Formę wykładamy papierem do pieczenia, przelewamy ciasto i pieczemy ok. 40-45min. w temperaturze 180stopni.

Miłego weekendu!

środa, 13 marca 2013

Batoniki musli

Jak mus, to mus(li)!
Tyle dobroci, słodkości, cudowności i pyszności, które się mieści w niewielkim prostokąciku.  

Batoniki pachną obłędnie podczas pieczenia, a po wystudzeniu świetnie smakują. Są zdrowe, choć nie oszukujmy się- należy znać umiar. Suszone owoce zawierają bardzo dużo cukrów, płatki owsiane węglowodanów, a pestki np. słonecznika tłuszczów.

Wierzcie, lub nie. Jako osobnik zgubnie uzależniony od cukru zjadłam jeden i miałam dosyć na +/- 3 godziny. Stwierdzam, że nie jest tak źle. Tradycyjne maślane ciasteczka (sztuk ok.10) mogłabym opędzlować w 15min. I w tej chwili biję się w serce, a w myślach wymawiam "moja wina", "moja wina", "moja bardzo wielka wina"...

Od razu pragnę przyznać, że widziałam takie batoniki na większości blogów, które obserwuję i ze wszystkich coś sobie zapożyczyłam. A to słonecznik, a to żurawinkę, a to orzeszki. W końcu coś do spojenia całości, czyli sok zamiast mleka skondensowanego. Nie mam oczywiście nic przeciwko takiej słodkiej puszeczce- wręcz przeciwnie. Po prostu wybrałam wersję "chudszą", co by nikt się nie czepiał :P

Składniki na 16sztuk:
  • 150g płatków owsianych
  • 80g posiekanych orzechów włoskich
  • 20g suszonych moreli
  • 40g suszonej żurawiny
  • 40g suszonych wiśni
  • 40g suszonych fig
  • 30g suszonych śliwek
  • 20g pestek słonecznika
  • łyżeczka cynamonu
  • spora łyżka miodu
  • 3/4 szklanki soku pomarańczowego

Wszystkie składniki łączymy w misce i wykładamy do naczynia żaroodpornego, bądź blaszki. Zarówno naczynie, jak i blaszkę należy wyłożyć papierem do pieczenia.

Masę musli dokładnie wyrównujemy  i dociskamy za pomocą łyżki. Pieczemy w piekarniku przez ok. 20-25 min. w 180 stopniach.

Pokroić możemy tuż po wyciągnięciu z piekarnika, jak i po ostudzeniu. Batoniki nawet po 2 dniach nie będą twarde, jak skała, więc na pewno sobie z nimi poradzicie. :)
Smacznego!


I jeszcze mi się przypomniało!
Czy Wy również jeszcze kilkanaście lat temu ganiałyście po podwórku z tubką wyżej wspomnianego mleka słodzonego w ręku?  To były piękne dni....!

poniedziałek, 11 marca 2013

Słodko- kwaśny sos chilli

Kto nie jadł u osiedlowego "chińczyka", "wietnamczyka", czy innego Pana, który po podaniu opakowania z parującym i obłędnie pachnącym jedzeniem mówi "śmaniego"?
Chyba każdy. I raczej większość dorzuca do swojego pakunku dwa sosy.- Jeden z nich od dziś przygotowuję sama ;)



Miał być ostry i taki rzeczywiście był tuż po przygotowaniu, jeszcze przed ostygnięciem. Palił w język i gardło. Fajnie rozgrzewał i w ogóle był taki, jakiego go sobie wyobraziłam.

Po całkowitym wystudzeniu smak zdecydowanie się zmienił, a sos całkowicie złagodniał. Przelałam go do słoiczka i piersiówki po likierze. Użyłam, jako sos do maczania szaszłyków z krewetkami- połączenie bardzo dobre, niemniej jednak wolę zdecydowanie wersję HOT od SWEET, dlatego Wam (o ile lubicie na ossstrrrrro) radzę dodać jedną, bądź dwie papryczki chilli więcej i ograniczyć odrobinę cukier. Jeżeli lubicie sosy słodko- kwaśne, ten sos powinien się Wam spodobać.

Składniki (na wersję raczej słodką, niż ostrą):
  • długa i dość duża papryczka chilli
  • 3 ząbki czosnku
  • 100g cukru
  • 300ml wody
  • łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 100ml octu
Papryczkę przekrawamy wzdłuż i wycinamy gniazdo nasienne. Nasion nie wyrzucamy tylko razem z papryczką i ząbkami czosnku rozdrabniamy w blenderze.

Całość wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i octem. Dodajemy cukier i sól, a następnie doprowadzamy do wrzenia, aby papryczki częściowo zmiękły, a woda przeszła smakiem czosnku i papryki.

Po ok. 3min w osobnym naczyniu mieszamy łyżeczkę mąki ziemniaczanej z 1-2 łyżkami wody i dodajemy do sosu. Całość ściągamy z ognia i mieszamy aż sos zgęstnieje.


Na koniec przelewamy sos do butelki, albo słoiczka. Przechowujemy w lodówce.

Śmanego! ;)

niedziela, 10 marca 2013

Szaszłyki z krewetkami

Dobry robal nie jest zły, prawda? A jak owy robal jest w towarzystwie cytryny, oliwy i czosnku, to jest to kwartet idealny!


Długo nie musiałam się oswajać z krewetkami, Sebastian też nie. Teraz jak na to patrzę, to nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać? W końcu trzeba się dzielić, a była szansa, że może nie zasmakuje i robactwo będzie tylko na moim talerzu...

Krewetki grillowałam na patelni grillowej, ale o tym kiedy indziej. Teraz podaję składniki i myślami wracam do wczorajszego obiadu, po którym nawet już brudnych naczyń nie ma ;)

Składniki dla 2 osób:
  • ok. 300g białych krewetek
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • sok i skórka starta z połowy cytryny
  • ew. sól i pieprz do smaku
  • patyczki do szaszłyków 

Krewetki wykładamy na talerz i odstawiamy do rozmrożenia na 1-2 godziny. Po tym czasie krewetki obmywamy wodą i osuszamy ręcznikiem papierowym.

Do małej miseczki wlewamy oliwę i sok z cytryny. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i startą skórkę z cytryny. Można dodać również sól i pieprz, ale moim zdaniem czosnek wystarczy, aby krewetki nabrały smaku.

Krewetki nadziewamy na patyki do szaszłyków.- U mnie pomieściło się 4-5 krewetek na jednym patyku.

Następnie każdy z szaszłyków dokładnie nacieramy przygotowaną marynatą- użyłam do tego silikonowego pędzelka kuchennego.

Rozgrzewamy patelnię i grillujemy krewetki po 2, max. 3 min. z każdej strony. Podajemy z ryżem i sosami.


U mnie chutney z kolendrą i nowy, domowy sos chilli, o którym będzie jutro ;) 


Delektujcie się końcem weendu!


czwartek, 7 marca 2013

Tort "Czarny Las"

Kilka dni temu Sebastian- mój Szanowny małżonek obchodził swoją kolejną wiosenkę na karku. Przeważnie ludzie zaczynają wzdychać, narzekać, smęcić...O nie, nie! Inaczej jest z moją 2 połową. Otóż wspomniana 2 połowa ma żonę młodszą o 7 lat, a to z automatu odmładza , nie? :)

Wracając do tortu.

Na śniadanie był tort naleśnikowy z twarogiem i dżemem brzoskwiniowym. Po obiedzie nadszedł czas na coś konkretniejszego, coś mocnego i piekielnie kalorycznego!


Składniki na tortownicę o średnicy 26cm:
  • 8 jaj
  • 1l śmietany 30%
  • ok. 100g sera mascarpone
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 16 łyżek cukru (kryształ)
  • 12 łyżek mąki pszennej
  • 4 łyżki gorzkiego kakao
  • ok. 300ml wisniówki ( u mnie na spirytusie :D)
  • 100ml wody
  • wiśnie drylowane nasączone alkoholem (u mnie z w/w wiśniówki)
  • 0,5 tabliczki gorzkiej czekolady
Już kiedyś pisałam, że murzynek był pierwszym ciastem, jakie zrobiłam samodzielnie. Biszkopt był tuż po murzynku i jest jedynym ciastem, do którego przepis znam na pamięć. Moja mama mnie go nauczyła.
Na każde jajko należy dodać 2 łyżki mąki pszennej i 2 łyżki cukru. Żadnej mąki ziemniaczanej, żadnych (o zgrozo!) proszków do pieczenia w biszkopcie. Jedna, jedyna zasada jajo+2łyżki mąki+2łyżki cukru. Koniec.
Aaaa. Jeżeli chcemy ciemny biszkopt, należy zamienić np. 2-4 łyżki mąki na kakao.

 Białka ubijamy na sztywno. Dodajemy cukier i dalej ubijamy aż masa będzie ładnie się błyszczeć, a cukier całkowicie się rozpuści. 

Następnie dodajemy po jednym żółtku i dalej ubijamy. Na koniec dodajemy po łyżce mąki i kakao i mieszamy delikatnie łyżką do połączenia składników.

Biszkopt wylewamy na wysmarowaną tłuszczem i obsypaną mąką tortownicę. Pieczemy ok. 30- 35 min. w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Studzimy przy uchylonym piekarniku.

Po wystudzeniu przekroiłam biszkopt na 3 części.

Pierwszą część wyłożyłam na paterę i nasączyłam roztworem wiśniówki i wody.- Jeżeli macie wiśniówkę kupną, lub robioną na wódce, radzę nie rozcieńczać :)

Na nasączony biszkopt położyłam część ubitej na sztywno śmietany z mascarpone i cukrem pudrem. Posypałam wiśniami w alkoholu i przykryłam kolejnym blatem biszkoptu. Powtarzam wspomniane czynności do ostatniego blatu ciasta. wierzch dekoruję śmietaną, wiśniami i startą czekoladą gorzką.

Chłodziłam w lodówce ok.3h.


Polecam dla pełnoletnich solenizantów ;)

wtorek, 5 marca 2013

Schab suszony

Oto on:
cudowny, aromatyczny i wspaniały- Schab suszony wg. Delimammy, który podbił nie tylko moje serce!

Zakochałam się w zdjęciach które zobaczyłam u Gosi na blogu i szczerze byłam przekonana, że raczej na tym się zakończy, schab się zepsuje i pozostanie żal, że mi nie wyszło...O ja głupia i słabej wiary! Ten schab jest "GALAKTYCZNY"- tak z pewnością określiłby go chrzestny mojego męża :)

                      

Co zrobić, aby go mieć? Przede wszystkim iść do sklepu, kupić ładny kawałek schabu bez kości, przyprawy i podkolanówkę :) Nie martwcie się, że zostaniecie tylko z jedną- jestem pewna, że jak spróbujecie tego schabu, to w ciągu następnego miesiąca drugą podkolanówkę też wykorzystacie!

Cytuję za Delimammą:

Składniki*:
  • 1 kg schabu bez kości
  • 35 g soli
  • 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
  • 2 łyżki suszonego majeranku
  • 1 łyżka tymianku
  • 1 łyżka cukru
  • 6 kulek ziela angielskiego
  • 5 ząbków czosnku (przeciśniętego przez praskę)
  • 3 liście laurowe
* Nie zmieniłam proporcji, nie dodałam żadnych ziółek od siebie. Tak byłam przerażona wieszaniem surowego mięsa w podkolanówce, że pierwszy raz trzymałam się wszystkich zasad i skłądników. Opłaciło się! 

Mięso dokładnie myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i wykrawamy tłuszczyk.
W moździerzu łączymy wszystkie zioła i dokładnie nacieramy nimi mięso.

Schab wkłądamy do zamykanego naczynia (jak Delimamma użyłam żaroodpornego) i wkładamy do lodówki na 5 dni. Codziennie sprawdzamy, czy mięso nie puściło soków i w razie potrzeby odlewamy je.
Mój schab soki puścił tylko pierwszego dnia. Później dla pewności sprawdzałam mięso, aby upewnić się, że "nie ożywa". 

Po 5 dniach mięso wyciągamy z lodówki, wkładamy do podkolanówki i suszymy przez 7-10 dni w suchym i ciepłym  miejscu. Swój schab suszyłam przy węźle ciepłowniczym 9 dni.

Po wysuszeniu schab przekładmy do lodówki (już bez podkolanówki) i delektujemy się pysznym, domowym rarytasem!

Podajemy pokrojony w cieniutkie plasterki.
Moim zdaniem taki schab równbież nadaje się na prezent dla kulinarnych smakoszy.

                   

A na Wielkanoc zaszaleję i wykorzystam drugą podkolanówkę!
Kto zrobi taki schab? :D

poniedziałek, 4 marca 2013

Tort naleśnikowy

Śniadaniowy tort naleśnikowy dla Niego. 
Wszystkiego najlepszego kochanie!


Przepisu na naleśniki nie podaję. Są to najprostsze naleśniki robione "na oko". Przełożyłam je domowym dżemem brzoskwiniowym i twarogiem. Polane gorzką czekoladą- ulubioną Sebastiana.

Chyba fajna wersja śniadaniowego tortu, prawda?


Życzenie pomyślane, świeczka zdmuchnięta. Oby się spełniło ;)


A na koniec mała zmiana tematu:
Wczoraj na FB u Małgosi- Delimammy przeczytałam, że Florence & The Machine będzie na tegorocznym Coke Live Music Festival w Krakowie. Kto jedzie? :D



piątek, 1 marca 2013

Lemon & Lime bars

Naczytałam się, naoglądałam i upiekłam. You tube "pęka w szwach" od przepisów na "lemon bars", które w Stanach ponoć robi furorę i jest tam tak dobrze znane, jak u nas szarlotka, czy tradycyjny sernik.

Upiekłam i znalazłam zarówno plusy, jak i minusy ciasta. Zaletą zdecydowanie jest szybkość przygotowania.- Całkowity czas od wejścia do kuchni z podwiniętymi rękawami, do czasu wyjścia z ciastem na talerzu wynosi ok. 60min! :) Dodatkową zaletą jest brak konieczności korzystania z miksera, a co za tym idzie mamy mniej do sprzątania. No i dochodzimy do smaku- pyszne ciasto o bardzo intensywnym i przyjemnym smaku cytryny i limonki.


Minusem wg. mnie jest konsystencja masy cytrusowej. Ciasto zjadł Sebastian, zjadły koleżanki z pracy i nikt niczego nie komentował. Mimo wszystko spodziewałam się "lżejszego" efektu. Efekt przypomina "brownie" cytrynowe :)

Przepis pochodzi ze strony internetowej Marthy Stewart

Składniki na małą prostokątną blaszkę (użyłam naczynia żaroodpornego) :
Ciasto
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • 1/4 szklanki mąki kukurydzianej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki masła pokrojonego w kostkę ( u mnie 150g)
Masa cytrynowa
  • 4 duże jajka
  • szklanka cukru
  • 2/3 szklanki soku z cytryny ( u mnie 2 cytryny i 3 limonki)
  • 1/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • dodałam jeszcze skórkę z cytryny i limonki

Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia, lub tak, jak Martha Stewart spryskujemy tłuszczem w sprayu (???).- Czy tylko ja jeszcze tego nie spotkałam w sklepie?
Wszystkie suche składniki na ciasto przesiewamy do miski, dorzucamy pokrojone masło i brudzimy ręce wszystko dokładnie zagniatając.
Ciasto wykładamy do formy, nakłuwamy widelcem i wstawiamy do wcześniej rozgrzanego piekarnika do 180 stopni na 10 min.

W tym czasie przygotowujemy masę jajeczną.  Jajka trzepiemy/ mącimy/ bełtamy (???) za pomocą trzepaczki. Wlewamy sok z cytrusów i zcieramy skórkę. Następnie dodajemy sól, cukier, proszek do pieczenia i na koniec mąkę. Całość energicznie mieszamy, aż znikną wszystkie grudki.

Masę wylewamy na lekko podpieczony spód i pieczemy ok. 15-20 min do lekkiego zrumienienia. Polecam przykryć ciasto folią aluminiową, aby ciasto było białe po wyciągnięciu z piekarnika.


Ciacho wyciągamy z piekarnika i pozostawiamy do ostygnięcia na 15 min. Kroimy na równe części i posypujemy cukrem pudrem. Zajadamy popijając herbatą i pomrukując z radością przy delikatnym "gilaniu" za uchem z powodu kwaśnego posmaku :D


No i na koniec: dziś jest piąteczek!

Wystąpił błąd w tym gadżecie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...