Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitu pitu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitu pitu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 kwietnia 2014

Wesołych!


Kochani,

Życzę Wam CZASU dla siebie i swoich bliskich, PYSZNOŚCI na stole i samej POZYTYWNEJ energii w nadchodzącą Wielkanoc.

Smacznych jaj, wolnych zajączków i mokrych girek!
Ściskam Was gorąco!

czwartek, 13 marca 2014

Aaaale Rzym!


Jeszcze na studiach miałam kolegę, który sformułowaniem "Ale Rzym!" określał rzeczy stare, brzydkie, tandetne i niechciane. Wtedy mi to nie przeszkadzało, ale teraz rąbnęłabym go po głowie za rzucanie Rzymem na prawo i lewo! :)

Po zeszłorocznej, wiosennej wycieczce do Paryża byłam przekonana, że żadne miejsce na ziemi (przynajmniej z tych dostępnych dla mojej i męża kieszeni) nie wywoła u mnie tak intensywnych odczuć. Myliłam się... W Rzymie czułam, czułam bardzo dobrze i bardzo dużo!

poniedziałek, 7 października 2013

Fejsbukowicze, pomożecie?

Dziś kieruję do Was prośbę o kliknięcie w link, który pokieruje Was na fanpage Radio Plus Opole z moim przepisem na Dyniowe Rogaliki Drożdżowe. Przepis bierze udział w konkursie, w którym można wygrać m.in. sprzęt AGD. Będę o taaaaaaaak wdzięczna, jak "polajkujecie" moje zgłoszenie.

Zatem jeżeli posiadasz konto na Facebook i jesteś zalogowany, kliknij o TU i polub przepis na Dyniowe Rogaliki Drożdżowe. Mam szansę do piątku ;)

To jak, pomożecie?

Tak na zapas, baaaaardzo Wam dziękuję! :*

Ps.: A tu zdjęcie rogalików, które biorą udział w konkursie ;)

sobota, 24 sierpnia 2013

1 urodziny bloga

Dokładnie 365 dni temu napisałam pierwszy post zupełnie nieświadoma tego, jak wielką sprawi mi radość prowadzenia bloga.

Uwielbiam tu bywać i cieszę się, że tu zaglądacie!
Dziękuję za każde miłe słowo, które napisaliście pod postami. Ściskam Was mocno! 



sobota, 15 czerwca 2013

Tort stracciatella z truskawkami i miętą

Podczas tegorocznego urlopu bardzo dużo się działo.
Pierwszym punktem na naszej mapie było Otomino k. Żukowo na Kaszubach. W Otominie mieszkają moja babcia z dziadkiem. Są bez wątpienia wyjątkowi!
Podziwiam ich za wszystko- szybkie usamodzielnienie, dorastanie w ciężkich czasach, pracowitość i ciągłą chęć utrzymywania "rajskiego ogródka" przy ich domu z m.in. imponującymi piwoniami, czy dorodnymi pomidorami w szklarni.

Babcia obchodzi swoje "18ste" urodziny 18 czerwca, ale tort upiekłam jej po powrocie z greckiej wyspy Kos ponad tydzień temu.
Niestety nie uda nam się być ponownie na Kaszubach w najbliższym czasie, więc babcia w tym roku będzie mogła obchodzić urodziny zapewne dwa razy!


Dodam tylko, że ważnym elementem "produkcji" tortu był stały nadzór dziadka. Bez Niego tort zapewne by opadł lub byłby kwaśny. Tak, tak- bez dziadka ten tort na pewno by się nie udał ;)

Biszkopt upiekłam wg. standardowego przepisu- równania, tj. na jedno jajko przypadają 2 łyżki mąki i 2 łyżki cukru. Jeżeli pieczemy biszkopt czekoladowy, to część mąki zamieniamy gorzkim kakao.

Składniki biszkopt (duża, okrągła blaszka):
  • 7 dużych jaj
  • 10 łyżek mąki tortowej
  • 4 łyżki gorzkiego kakao
  • 14 łyżek cukru
Oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy na sztywną pianę. Następnie dodajemy cukier. Ubijamy białka dalej aż piana będzie błyszcząca.

Do piany dodajemy po jednym żółtku i dalej ubijamy.

Na koniec dodajemy powoli mąkę i kakao i dalej ubijamy do połączenia się wszystkich składników.

Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.- Wykładam papierem wyłącznie dno, a biszkopt i tak ładnie odchodzi po wystudzeniu.

Biszkopt pieczemy ok. 35 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po tym czasie można upewnić się, czy biszkopt doszedł sprawdzając, czy wbity patyczek jest suchy.

Biszkopt kroimy na 3 równe blaty.

Do nasączenia: 
  • 1,5 szklanki mocnej herbaty miętowej
  • 2 łyżki cukru
Dodatkowo do przełożenia i przybrania:
  • 1l śmietany 30%
  • 5 łyżek cukru
  • 100g startej czekolady, lub gotowych płatków
  • 0,5kg świeżych truskawek
  • kilka listków świeżej mięt
Schłodzoną kremówkę ubijamy na sztywno. Pod koniec ubijania dodajemy cukier i 2/3 płatków czekolady. Gotowy krem chowany do lodówki do dalszego schłodzenia

Pierwszy blat układamy na paterze i nasączamy 1/3 herbaty z cukrem. Na biszkopt wykładamy 1/3 kremu śmietanowego i układamy na całej powierzchni blatu 1/3 posiekanych truskawek.

Czynności powtarzamy do wykorzystania wszystkich blatów i całego kremu. Dekorujemy tort pozostałą częścią płatków czekolady, truskawek i listkami świeżej mięty.


Tort smakuje najlepiej po kilkugodzinnym schłodzeniu w lodówce.

A poniżej kilka ujęć z rajskiego ogródka moich dziadków :) Podoba się Wam?

wtorek, 11 czerwca 2013

Powrót do rzeczywistości oraz tarta ze szpinakiem i serem feta

Zazwyczaj każdy krzywi się wracając z urlopu do domu. Oczywiście nie chodzi o sam dom/ mieszkanie, a powrót do pracy i codziennych obowiązków.
Ze mną było inaczej. Wczoraj na nowo pokochałam nasze łóżko i każdy lekko już zakurzony kąt.
Dziś rano uradowana jak dzieciak pojechałam na rynek i zwariowałam! Najpierw rzuciłam się na piękne pomidory, później na ogórki, zielone szparagi, świeżutki szpinak, miętę, czerwoniutkie truskawki, kalafior i młode marchewki. Później szczęka i ręce mi opadły, gdy mnie podliczono. Całe szczęście, że nie miałam dodatkowej pary rąk, bo zapewne kupiłabym więcej.

Dziś wróciliśmy z Sebastianem do rutynowych "weekendowych" zajęć czyli prania i sprzątania. Po rynku rzuciłam się do kuchni i przygotowałam ogórki małosolne, makaron z kurczakiem i zakupionymi wczoraj przy drodze kurkami oraz tartę. Tartę banalnie prostą i szybką- ze szpinakiem i serem feta, który przywieźliśmy z Wyspy Kos.

Relacja z pobytu w Grecji w dalszej części posta- dla tych, co dotrwają i będą chcieli poczytać ;) Najpierw przepis na tartę!


Składniki:
  • arkusz gotowego ciasta francuskiego
  • mały kubeczek śmietany (użyłam 10%)
  • jajko
  • pęczek świeżego szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 50g sera feta
  • łyżka oliwy
  • sól, biały pieprz i szczypta gałki muszkatołowej
Oliwę rozgrzewamy na patelni. Wyciskamy 2 ząbki czosnku i dorzucamy szpinak. Dusimy 2 minuty i ściągamy z ognia.

Śmietanę mieszamy z rozmąconym jajkiem, szczyptą soli i pieprzu oraz gałką muszkatołową.

Na blaszkę wyłożoną papierem wykładamy gotowy arkusz ciasta francuskiego. Brzegi odkrawamy, skręcamy, jak śrubkę i przyklejamy na brzegach arkusza tak, aby utworzyły brzegi i farsz się nie rozlał.

Na ciasto wykładamy wcześniej przygotowany szpinak, pokrojony w kostkę ser feta i zalewamy śmietaną z jajkiem.

Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 25-30min do zrumienienia brzegów.

Tartę zajadamy ze smakiem zarówno na ciepło, jak i na zimno.


A teraz kilka zdjęć z pobytu na Wyspie Kos. :)



KARDAMENA
wioska rybacka


 kościół prawosławny

grecki odpowiednik naszych krzyży stawianych przy drodze, 
gdy w wypadku drogowym zginie bliska osoba

cmentarz grecki

ANTIMACHIA
ruiny zamku


GRECKIE CUDOWNOŚCI :)
miód i naturalne przyprawy

"kosz rozmaitości"

figi i orzechy włoskie w zalewie z miodu

wełniane, tradycyjne kapciochy

this is Sparta!
  

MOJE!!!

Na razie koniec. Jeszcze powrócę do wyprawy na Kos w kolejnych postach!
Ściskam Was mocno i cieszę się, że wróciłam. Tęskniłam!!!
 

wtorek, 14 maja 2013

No to jak z tym kijem?



Szczęśliwa 10tka! To liczba osób, które w ramach zabawy zorganizowanej przez Gosię (Delimamma), Justynę (ToPestka!) i moją skromną osobę podały swoje sposoby na zachowanie cudownego, błogiego stanu, który umożliwia zakochańcom unosić się kilka metrów, bądź chociażby kilka centymetrów n.p.m.

Cytując Justynę:
Statystyki są nieubłagane i wychodzi na to, że faceci bądź nie mają pomysłów na zatrzymanie motyli bądź nie chcą się z nami nimi podzielić. W akcji wzięła udział wyłącznie płeć piękna :)
To jak to w końcu jest? Kij, marchewka, a może jeszcze coś innego?
Zdecydowana większość wybrała wersję soft w postaci marchewki. Choć czasem w tekście mały badylaszek też się pojawiał :)

Były też bardzo ciekawe rozważania, czy na prawdę istnieje jeden, magiczny sposób na zachowanie motyli w brzuchu...

Ale po kolei:
Jak strzała ze swoim typem wyskoczyła Delimamma, która męża udobrucha i przekupi imponującą Kanapką z wszystkim . Jak sama napisała:
"Kanapka zawsze zwyciężała z sernikami, jabłecznikami, kotletami, makaronami czy najbardziej wyrafinowanymi przekąskami. Kanapką mogłam uzyskać wymarzoną sukieniunię, lody z MC Donalda o 23 i masaż stóp! Kanapka przyniesiona do łóżka to był powód do powtarzania "i że cię nie opuszczę, aż do śmierci", tak to jest zdecydowanie mój sposób na Zakochańca."

Z pewnością skorzystam z jej sposobu, kiedy mój mąż powie STOP masażowi stóp, od którego jestem uzależniona ;)

Kolejny typ podała MyszkaGotuje. Zaserwowała drugiej połówce "mięso z mięsem", czyli Polędwiczki w boczku w asyście śliwki, jednak podkreśliła, że mąż najprościej w świecie docenia jej starania i przygotowywania wszystkich posiłków- BRAWA DLA TEGO PANA, który nie wybrzydza! :)

Następna była Aurora z postem "O kiju, marchewce. I motylach w brzuchu też". Według Aurory zarówno metoda kija, jak i marchewki mogą być zgubne. Albo "zaszczujemy absztyfikanta", albo zagłaszczemy, rozpieścimy, i po prostu rozpuścimy naszego adoratora.

Dało mi do myślenia podsumowanie Aurory, pod którym podpisuję się rękoma i nogami!:
"Jeśli Wasza wiosenna miłość obwieści Wam, że to koniec, bo nic nie czuje, bądźcie Wy czujne. Bo to może być prawdziwa miłość. Albo... jeszcze prawdziwszy koniec. Wtedy jednak nie warto takiego tknąć kijem, a co dopiero rozpieszczać marchewką. Koniec końców, czy to będzie flirt, ognisty romans tudzież miłość Waszego życia - warto na wiosnę wpuścić motyle do brzucha. "

Anulla z bloga Fabryka Pomysłów również wzięła udział w zabawie, stawiając na marchewkę :)
Tarta francusku po chińsku z kurczakiem tylko brzmi skomplikowanie. Wg. Ani to danie idealnie przedstawia różnice między Nią, a jej facetem oraz fakt, że możliwe jest pogodzenie tych dwóch światów jeżeli tylko dwie osoby tego chcą. Ani się udało- tarta została wyjedzona. :)

Przyszedł czas na Justynę z bloga ToPestka!  Justyna nie podała jednego przepisu na związek idealny, natomiast wskazała kilka rzeczy, których warto się trzymać. Przyznam, że lista robi wrażenie! Mam nadzieję Justyna, że dobrze wszystko zrozumiałam i źle nie zrobię, jak podsumuję to, jako konieczność wzajemnego szacunku, zaufania i codziennego podtrzymywania iskry między dwoma kochającymi się osobami ;)

Nie wiem jak Wam, ale dało mi do myślenia również zamieszczone zdjęcie Justyny z demotywatorów:

 
Następna "marchewka" w naszej akcji to smakowicie wyglądający żurek z klopsikami z surowej, białej kiełbasy i jajkiem na twardo serwowany przez GreenEye z bloga Piąta Pora Roku. Takie danie na pewno trafi w serca niejednego mężczyzny! Sama również nie mogłabym się mu oprzeć ;)

Przyszła kolej na  Dybkę, która z ogromnym poczuciem humoru opisała co zrobić, aby bieg "w swoją stronę wśród łanów falującego na wietrze zboża" nie był nijaki. "Nieromantyczny klucz do romantycznych związków", który podała  bardzo przypomina mi hasła zaserwowane przez Pestkę. Moim zdaniem to tylko potwierdza, że "coś w tym jest" i dziewczyny mają sporo racji! :)

Kilka swoich groszy wcisnęłam i ja podając Sernik z masłem orzechowym oraz kilka rad, które sprawdzają się w przypadku podtrzymania błogiego stanu w serduchu mojego męża. Gdybym miała wybrać 3 najważniejsze, podałabym "spora garść szczerości, schabowy lub panierowana pierś z kurczaka z frytkami raz w tygodniu i jajka na twardo na każdej imprezie". :)

Swój sposób na zachowanie motyli podała również Bistro Mama serwując Torcik naleśnikowy ze szpinakiem i jednocześnie traktując w ten sposób męża kijem :) Pędzę z wytłumaczeniem, że Bistro Mama nie stawia co dzień na przemoc i uważa, że "Gdzie dwoje ludzi się kocha, nie ma miejsca na żadne kije, ale za to marchewek niech uzbiera się cała plantacja ♥"

Czyli powyższy kijaszek to tylko wyjątek.- Mąż po prostu nie przepada za szpinakiem. JEGO STRATA! :D

Tuż przed końcem akcji dołączyła autorka bloga Ochotę Mam, wielka fanka "Dżordża" (wiem od innej fanki, czyt. Delimammy), która zdecydowanie stawia na Marchew. Kuchnia włoska, muzyka, sex i spełnianie wzajemnych pragnień to MUST HAVE na zachowanie motyli.

Czy da się nasze wspólne wypociny jakoś skrócić i podsumować? Znaleźć kilka sposobów idealnych, zawsze się sprawdzających? Mnie się to nie udało. Każdy w sercu nosi co innego, rozum również podpowiada swoje. Najważniejsze, aby nie zwariować! "Ni to z kijem, ni z marchewką!" 

Bardzo się cieszę z udziału w tej akcji i serdecznie dziękuję w imieniu Justyny, Gosi i moim za Wasz udział! Fajne z Was babki!

Ściskamy Was mocno!
ToPestka!, Delimamma i ja 

A jutro zapraszam na Piekielnie ostrego kurczaka z ananasem! :)


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Pasta kanapkowa z kalafiora i zaproszenie do zabawy!

Mamy końcówkę kwietnia i zaraz na kalendarzu pojawią się pierwsze dni majowe. Dla większości nadchodzący okres kojarzy się zapewne z długim weekendem, pierwszym grillowaniem i wypadami za miasto. Mnie Maj kojarzy się inaczej.
Jak myślę o Maju od razu mam przed oczami dwa zakochane misie trzymające się za ręce. Nad nimi czerwone serducho i ścieżkę prowadzącą w stronę zachodzącego słońca... Taki kiedyś miałam obrazek w swoim kalendarzu na cały maj i teraz wiem, że coś w tym jest :)

W Maju zaczyna się robić ciepło i porzucamy nasze mieszkania, aby zaczerpnąć trochę powietrza. Zakochani wyrastają jak grzyby po deszczu spacerując i trzymając się za ręce, przesiadując na ławkach i przytulając się do siebie. Są też bardziej odważni, którzy dogłębnie sprawdzają stan migdałków partnerki/ partnera na ławeczce w mieście...

Czy tak błogi stan może trwać wiecznie? Co zrobić, aby druga połówka nie poszła w przeciwną stronę i nie odwróciła się od Nas?
Przyłączcie się do zabawy i napiszcie, jakie są Wasze sposoby na zatrzymanie miłości przy sobie.

Jeżeli posiadacie konto na Facebook'u, podaję link do utworzonego wydarzenia, gdzie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.

Poniżej kilka słów o zabawie dla tyhc, którzy konta na fb nie posiadają.

Zasady są proste:
1. Umieść post z Twoim typem, np: kulinarny hit, magicznne zaklęcie, tylko Wam znane sposoby zatrzymania drugiej połówki
2. Zamieść zdjęcie do akcji w swoim poście


3. Jeżeli posiadasz konto na facebook'u, to zamieść link do posta pod wydarzeniem. Jeżeli takiego konta nie posiadasz, link zamieść pod moim postem.
4. Czas na zamieszczenie swojego sposobu masz do niedzieli 28 kwietnia.

Po tym czasie razem z Justyną z bloga To Pestka! oraz z Gosią z bloga Delimamma zamieścimy podsumowanie akcji :)

Mój typ już wkrótce na blogu, a tymczasem polecam Wam nietypową pastę do kanapek z kalafiora!


Składniki na średniej wielkości słoiczek (jak na zdjęciu):
  • pół główki ugotowanego kalafiora (ok.400g)
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • garść suszonych pomidorów
  • 2 małe ząbki czosnku
  • sól, pieprz i kurkuma do smaku

Ugotowany kalafior razem z jajkami na twardo blendujemy na dość gładką masę. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i posiekane suszone pomidory. Całość doprawiamy do smaku solą, pieprzem i kurkumą.

               

Pastę przechowujemy w lodówce max. 3-4 dni. - Uwaga zapach po otwarciu słoika jest dość intensywny, ale smak wynagradza wszystko ;)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Soundtrack blogerów

Czy Wam też muzyka przypomina o fajnych, bądź tych gorszych chwilach w życiu? Nie wiem co jest w tym takiego magicznego i dlaczego akurat piosenki wpływają na moje wspomnienia. O dziwo, jak na blogera kulinarnego nie są to smaki. Wyjątek stanowi kilka potraw, jak blok czekoladowy, sernik babci Irenki, czy racuchy z jabłkami, które po prostu kojarzą mi się z dzieciństwem. Mimo to, różne utwory zasłyszane w ciągu mojego życia- czasem choćby raz przywołują na myśl pierwszego chłopaka, okres buntu, wycieczkę w liceum do Jeleniej Góry, czy mojego męża. I tych impulsów muzycznych jest zdecydowanie więcej, niż smakowych! Uwielbiam je!

Daniel- jak sam o sobie pisze: "Elokwentny, zabawny, inteligentny i przede wszystkim skromny" rozpoczął inicjatywę na swoim blogu, która ma na celu zebranie w jedno miejsce utworów polskiej blogosfery. Zadanie wydaje się banalnie proste.-  Należy wybrać utwór, który jest Ci bliski, z którym się identyfikujesz, lub po prostu, który robi na Tobie ogromne wrażenie.


I tu zazwyczaj pojawiają się schody. Nie powiem, aby mój wybór przyszedł z łatwością. Też się zastanawiałam, czy wybrać coś ulubionego wykonawcy, czy piosenkę, przy której nie mogę się powstrzymać od udawania, że umiem tańczyć.

W końcu zdecydowałam, że pokażę utwór, który w 100% przedstawia, na jakim etapie w życiu się znalazłam i jak się z tym czuję...:) 

Tam, ta ra daaaaam! 
Panie i Panowie, przed Wami Nina Simone!


Nie jest to utwór, który był i zawsze będzie MÓJ, ale zdecydowanie teraz nim jest i jego tytuł idealnie określa moje ogólne kilkuletnie samopoczucie :)

A teraz przyznajcie- jaka piosenka na Was robi zrobiła ogromne wrażenie? Dalibyście radę wybrać TEN JEDEN, JEDYNY utwór? Ciekawa jestem Waszych typów!

Ściskam i zostawiam Was z Niną...Ach, co za głos!





wtorek, 26 marca 2013

Jest takie miejsce na ziemi...

..., które wzrusza na każdym kroku i zapiera dech w piersiach. Miejsce magiczne, w którym można się zakochać, o którym można cały czas myśleć i marzyć o kolejnej wizycie.

Choć to blog kulinarny, to nie sposób było nie napisać o Paryżu i o tym, jakie zrobił na mnie wrażenie.
Z pewnością nie napiszę o wszystkich miejscach, które zwiedziliśmy, bo pewnie zanudziłabym Was kilkugodzinnym sprawozdaniem. Jednak napiszę o tym, co wywarło na mnie największe wrażenie i spowodowało, że chęć wrócenia do Paryża jest ogromna!

Do Paryża polecieliśmy w środę po południu, wróciliśmy do Polski w niedzielę wieczorem. Cztery dni na zwiedzenie Paryża to stanowczo za mało, a jednocześnie wystarczająco dużo, aby zadurzyć się po czubki uszu!

Wyjątkowe w Paryżu jest wszystko, choć zapewne każdy ma swoje ulubione miejsce, zabytek, ogród, czy restaurację.

Dla mnie numerem jeden jest zdecydowanie Wieża Eiffla, pieszczotliwie nazywana przeze mnie "Ajfelką" :) Jak tylko busem wjeżdżaliśmy do Paryża i zobaczyłam oświetloną wieżę, to mnie zatkało- dosłownie! Wzruszyć się to słabe określenie, mnie chciało się wyć! Z resztą nie trzeba było długo czekać- poryczałam się następnego dnia, kiedy pojechaliśmy zobaczyć wieżę z Placu Trocadero...


Dzień wcześniej "ciary na ciele" miałam po wejściu na most Pont des Arts, który jednak bardziej znany jest pod nazwą "Most zakochanych", gdzie pary zamykają swoją miłość na kłódkę, a kluczyki wyrzucają za siebie do Sekwany.
Każda kłódka zawieszona na moście ma swoją historię. Na wielu napisane są inicjały zakochanych, rocznice ślubu, pierwszego spotkania, czy po prostu słowa "na zawsze". My również zawiesiliśmy swoją kłódkę w wersji mini, choć nasza miłość jest zdecydowanie ogromna! :)


Chwilę przed dojściem na most zwiedziliśmy Katedrę Notre-Dame, która czaruje swoją gotycką oprawą i "mrocznym" wnętrzem. Jej ogrom dosłownie powala na kolana! Wypatrywałam "dzwonnika z Notre-Dame", ale dobrze się ukrywał i nie dane było mi go zobaczyć... ;)

widok od strony ogrodu

Kolejnym miejscem szczególnym jest Bazylika Sacre- Coeur, usytuowana na szczycie wzgórza Montmartre- tak, tak Gosiu- przesłałam tam Twoje pozdrowienia!
Bazylika jest imponująca! Sprawia wrażenie nieskazitelnie czystej i śnieżnobiałej. Przyciąga masę turystów, a wraz z nimi miejscowych rabusi- niestety. Na szczęście nas ominęła przykra niespodzianka i cieszyliśmy się widokiem ze wzgórza, oraz wnętrzem samej Bazyliki.


Paryż oprócz imponujących miejsc wart zwiedzenia ma również fenomenalne jedzenie. Niestety nie było nam dane stołować się w Paryskich restauracjach, ale rozsmakowaliśmy się w wypiekach. Bagietki o mięciutkim, lekko wilgotnym i zbitym wnętrzu raniły dziąsła chrupiącą skórką. Przy gryzieniu musiałam zamykać oczy, aby okruchy nie wleciały mi do oczu! :)


Za croissant'y można dać się poćwiartować, a czekoladki i makaroniki kuszą na każdym kroku Paryskich ulic. W końcu uległam i kupiłam kartonik kolorowych krążków w Dalloyau. Moje zadowolenie chyba widać na zdjęciach, prawda?


Później mamy wina, którymi raczyliśmy się każdego wieczoru! Ceny są na prawdę niskie, a smak wyborny! Przywieźliśmy sobie kilka butelczyn do Polski :)

Na koniec sery...Moja zmora. Tłuszcz, tłuszcz i jeszcze raz tłuszcz! Mimo wszystko nie da się przejść obok nich obojętnie. Zdecydowanie warto je przywieźć do domu. Mają intensywny smak, a ceny są korzystniejsze od serwowanych nam w Polskich sklepach.

A teraz małe podsumowanie.
3 powody dla, których warto pojechać do Paryża:
  1. Bo to Paryż- "heloł"!!!
  2. patrz wyżej
  3. patrz pkt1 ;)
Jak macie pytania, piszcie śmiało. Jestem nadal nakręcona po przyjeździe i z chęcią podzielę się swoimi wrażeniami.

Ściskam!




poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Allergic to Mondays

Hej ho!

No cóż, poniedziałek już powoli ustępuje miejsca wtorkowi, ale jeszcze dziś zdążę nadmienić, że za nim nie przepadam....


Na pewno w tym przeczuciu nie jestem samotna, ale jakoś ten fakt nie pociesza ;P Przyznacie chyba, że po każdym poniedziałku przydałby się dodatkowy dzień wolnego, jakieś święto, L4, C-O-K-O-L-W-I-E-K!!!
Nie wiedzieć czemu noc z niedzieli na poniedziałek zawsze jest krótsza, ranki niemiłe, a sam dzień w pracy ciąąąąąąąąąągnie się jak się przysłowiowe "flaki z olejem...
W takie dni chciałabym być Greczynką! Oh tak! Jak ja chciałabym być Greczynką! Wiecie, że Grecy mają ponad 2 godzinne siesty (~ 14:30- 17:30)? Są to cudowne przerwy na obiad i krótką drzemkę- idealne rozwiązanie dla susełków, podczas których można naładować baterie na resztę dnia.

No ale już nie narzekam. Koniec o poniedziałku. Niedługo wtorek- na niego też znajdę jakiegoś haka :P

Śpijcie dobrze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...